Menu

Żukoteka - recenzje książek

Żuk czyta książki

Gdy histeria była przypisywana głównie kobietom – „Runa” Vera Buck

zukoteka

Paryż. Końcówka XIX wieku. Zakład dla obłąkanych. Eksperymenty medyczne trwają w najlepsze, a neurologia z prawdziwego zdarzenia dopiero się narodzi. Mała dziewczynka przyjęta to kliniki Salpetriere okaże się kamieniem milowym w wielu naukowych karierach.

Pary.XIX_wiek.Mroczne_pocztki_psychiatrii

Klinika Salpetriere cieszy się ogromną popularnością wśród studentów medycyny. Na wykładach sławnego neurologa Jean-Martina Charcota zjawiają się tłumy. Witajcie w czasach, gdy histeria nadal była w głównej mierze przyczyną źle działającej macicy. Cóż lepiej robi macicy niż specjalne urządzenia, które bardziej przypominają narzędzia tortur niż lekarskich pomocy? Jednym z nich, ulubieńcem doktora Charcota, jest Sex Baton. Nie, nie ma nic wspólnego ze słodyczami, bowiem baton po francusku, to dosłownie kij. Do czego służył i czy był w stanie wypędzić histerię z kobiety? Przeczytacie w "Runie" Very Buck.

"Salpetriere może i było najsłynniejszym szpitalem w całej Francji, może i najnowocześniejszym, lecz nic nie mogło ukryć faktu, że w całej tej nowoczesności leżały blisko cztery tysiące chorych, starych i obłąkanych, którzy jęczeli, bo umierali, albo płakali, bo jeszcze żyli." [s. 33]
 

Młody i obiecujący student medycyny, Jori Hell, którego fascynacja chorobami umysłu prowadzi do wykładów doktora Charcota, zdaje się pochłaniać każdą informację na temat działania mózgu. Jori nie zdaje sobie sprawy, jak wielkie zmiany czekają go w życiu, gdy na jednych z zajęć poniesie go chęć niesienia pomocy swojej ukochanej. Każdy wykład Charcota to starannie przeprowadzony pokaz umiejętności lekarza w zakresie zmiany zachowania pacjentek jego oddziału. Prezentowane studentom pacjentki są wyselekcjonowane jako idealne obiekty doświadczalne, który posłużą rozwojowi nauki. Coś jak współczesna konferencja.

Idealny soundtrack:

Gdzie kończy się psychiatria, a zaczyna neurologia?

Czytając tę powieść, bardzo ważnym jest przestawienie mentalności na czasy XIX wieku. Inaczej wszystkie wykłady doktora Charcota i metody, które stosowali, uznamy za barbarzyńskie i bezsensowne. Obecny stan wiedzy pozwala je za takie uznać. Ale należy się przenieść do świata, który dopiero niedawno odkrył znieczulenie oraz trochę lepszą sterylność oddziałów szpitalnych.

"Salpetriere był pierwszym szpitalem, który podzielił pacjentki podług obrazu klinicznego choroby." [s. 163]
 

Salpetriere przeszło długą i bolesną drogę od fabryki prochu do szpitala dla obłąkanych. Był miejscem, w które dorzucano tych, którzy nie pasowali do społeczeństwa. Nie zważano wtedy na humanitaryzm tego wyjścia. Szpital, który możemy zwiedzać razem z bohaterami "Runy" to już zupełnie inna liga. Nadal oczywiście był doskonałym wyborem dla wyrzutków i chorych psychicznie. Dużą część pacjentów stanowiły kobiety, uznane za histeryczki. To na nich doktor Charcot przeprowadzał swoje, w ówczesnym mniemaniu, skuteczne leczenie.

Należy wziąć pod uwagę, że to czasy, w których operacja na mózgu nie miała racji bytu. Za mało wiedziano o tym ważnym organie i nie było nawet badań, które mogłyby sugerować, że owa histeria to choroba psychiczna, a nie problemy z macicą. To jednak w Salpetriere dokonało się wiele odkryć psychiatrycznych i neurologicznych. Tourette, który jest jednym z drugoplanowych bohaterów, rozpoznał chorobę, która charakteryzuje się nerwowymi tikami i, czasem, niewybrednymi przekleństwami. 

 

 

Bardzo podobała mi się postać Babińskiego. Ten sprytny i pocieszny lekarz polskiego pochodzenia był taką ostoją optymizmu tej książki, który skutecznie odgarniał mrok wyłaniający się z wielu kolejnych stron. Józef Babiński, podobnie jak Jean-Martin Charcot i Tourette są autentycznymi postaciami. Wszyscy mieli ogromny wpływ na dalsze losy neurologii. Vera Buck nadała im drugie życie w swojej najnowszej książce. Dzięki jej opisom możemy sobie wyobrazić metody ich pracy, ograniczenia, jakie musieli pokonywać i eksperymenty, które musiały zostać przeprowadzone, aby medycyna mogła pójść do przodu. Z nich wszystkich, tylko Charcot został wykreowany na nieprzyjemnego lekarza, który dąży do celu, bez patrzenia na środki, które go do niego prowadzą.

Dziewiętnastowieczny Paryż - zabobony versus rozwój nauki

Oprócz wątku psychiatrycznego i neurologicznego, mamy także kilka subtelniejszych nawiązań do innych odkryć ówczesnych czasów. Jednym z nich było rozpoznawanie kryminalistów na podstawie cech fizycznych. Cesare Lombroso, którego wiernym fanem jest jeden z bohaterów książki, były policjant, Lecoq, upatrywał związku między cechami fizycznymi i skłonnością do zachowań przestępczych. Obecnie jego teorie nie są wiodącymi, ale w XIX wieku miały olbrzymi wpływ na rozwój kryminalistyki.

"Latarnia na krótko oświetliła jego fizys i Lecoq zobaczył nos - nos fałszerza, lecz fałszerze mieli z reguły małe, czarne oczka, zaś spojrzenie tego człowieka było szkliste i nieruchome - oczy jasne i nieznaczie wybałuszone niczym u mordercy. Czyli morderca." [s. 56]
 

Inną wzmianką, już o podłożu medycznym, było eskperymentowanie z metaloterapią w leczeniu chorych. Stosowanie różnych metali ma swoje uzasadnienie w ich właściwościach fizyko-chemicznych. Świetnym przykładem mogą być metalowe bransoletki czy wisiorki, które zawierają na przykład miedź lub cynk. Różnica między obecną, a ówczesną wiedzą, polega na tym, że wtedy eksperymentowano także z rtęcią. Rtęć jest niestety toksyczna i została wyeliminowa nawet z nowoczesnych plomb do zębów. Najpowszechniejszym leczniczym działaniem szczyci się obecnie srebro, którego antybakteryjne właściwości są używane przede wszystkim w opatrunkach.

Podwójna powieść historyczna - jak to osiągnąć?

Vera Buck osiągnęła z pewnością dwie kwestie w "Runie". Pierwszą z nich jest wciągająca historia medycyny XIX wieku, a konkretnie wycinka psychiatryczno-neurologicznego. Nie wiem czy pierwszy był pomysł z fabułą, czy też właśnie z wpleceniem jej w historię medycyny, ale obie rzeczy udało się osiągnąć na bardzo dobrym poziomie.

Fabuła, której główną postacią jest Jori Hell, skupia się wokół próby wyleczenia pacjentki o dźwięcznym imieniu Runa. Razem z Jorim mamy wątpliwości co do całego przedsięwzięcia. Wspólnie z nim przechodzimy metamorfozę - od troszkę naiwnego studenta, którego ambicja jest równie wielka jak lojalność - do wątpiącego w swoje umiejętności i tracącego wiarę w ludzkość. Vera Buck sprawnie budowała napięcie i wzbudzała emocje, tak że wobec "Runy" trudno przejść obojętnie.

Oprócz umiejętnego rozbioru psychologicznego samego Joriego, Vera zafundowała czytelnikowi wiele postaci pobocznych, które czasami nabierają niemal groźnego kształtu. Na wielu stronach miałam wrażenie, że wystarczy jeszcze iskra, aby cała powieść przekształciła się w dziewiętnastowieczny horror. Dzięki temu autorka wzbudziła odczucie niepewności. Coś bardzo cennego w książkach i filmach - jeśli powieść jest od początku przewidywalna, nie ma z niej wielkiej radości. 

"Nagle zdawało się, że mały powóz wypełni poczucie winy; usiadło na ławce obok de Commarina niczym trzeci pasażer, tak że ten musiał się przesunąć i skurczyć." [s.301]
 

Na wielką uwagę zasługuje znakomite tłumaczenie Emilii Skowrońskiej i Agnieszki Hofmann. Wszystkie zwroty medyczne zostały fachowo przełożone, a stylistyka dopasowana. Bardzo doceniam w książkach historycznych używanie odpowiednich zwrotów. Nic tak nie rani czytelniczego oka, jak współczesne wyrażenia, które absolutnie nie mogły być wtedy ani znane, ani tym bardziej powszechne. Okładka jest miła dla oka i jednocześnie wystarczająco intrygująca, aby zerknąć na nią w księgarni.

Jak napisać zakończenie niesatysfakcjonujące dla czytelnika?

Podobał mi się wątek Lecoqa, choć momentami nie wydawał mi się niezbędny dla tej powieści. Wszystko okazało się powiązane dopiero w drugiej połowie książki i był to odświeżający powiew od ciągłych przygotowań Joriego do wymaganego od niego zadania. Bez tych przerywników w postaci Lecoqa lub Gerarda, powieść mogłaby się dłużyć.

Byłam przekonana, że zakończenie będzie zupełnie inne. Zakończenie "Runy" najzwyczajniej mnie zirytowało. Było ciekawe, bo nie tego się spodziewałam, ale jednocześnie zostawiło otwarte wątki, które miałam nadzieję, że będą zamknięte. Nie wiem, czy zadziało się to celowo, aby kontynuować kiedyś te splecione historie. Czytając ostatnie kilkadziesiąt stron miałam wrażenie, że autorka nie przemyślała tego, jak chce zakończyć historię wszystkich postaci. To było bolesne, bo do tego momentu książkę czytało się bardzo przyjemnie.

"Lecoq w milczeniu czekał, aż wybrzmi ten atak wściekłości. W swoim życiu tak często miał do czynienia z trupami, że znał już wszystkie zarzuty tych, którzy zostają. Zwymyślano go, ponieważ osoby odpowiedzialnej za śmierć nie było pod ręką; nieszczęście było ogromne, a Bóg nie istniał." [s. 305]
 

Podsumowanie "Runa" Vera Buck

"Runa" Very Buck będzie idealną pozycją dla fanów medycyny, którzy tak jak ja, uwielbiają wzmianki o dawnych praktykach. Dzięki nim fabuła się nie dłuży, a działania bohaterów są logiczne. Dla laika, który nigdy nie interesował się tym, jak to dawniej bywało, "Runa" będzie znakomitą podróżą w czasy początków psychiatrii. Amatorzy atmosfery napięcia także znajdą tutaj wiele cennych momentów. Czytałam ją jednocześnie z "Rzeźnicy i lekarze" Lindsey Fitzharris i świetnie się uzupełniały. Gdyby nie zakończenie, byłabym bardzo zadowolona z lektury. Jestem pewna, że znajdą się osoby, którym właśnie takie zakończenie przypadnie do gustu :)

 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • augustc

    Dobry tekst, świetnie mi się go czytało. Ta książka mnie zainteresowała, będę jej szukał.

© Żukoteka - recenzje książek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci