Menu

Żukoteka - recenzje książek

Żuk czyta książki

W poszukiwaniu smoków z Lady Trent - "Zwrotnik węży" Marie Brennan

zukoteka

Lady Trent pragnie poznać smoki najlepiej jak tylko można. Jako naukowiec i badacz, jest gotowa poświęcić dla tego naprawdę wiele. Gdzie postawi granicę, której, nawet sama, nie przekroczy w poszukiwaniu wiedzy?

Zwrotnik węży Marie Brennan

 

 

Fakt, który uderza jako pierwszy w "Zwrotniku węży", to piękne ilustracje Todda Lockwooda. Zarówno okładka, jak i rysunki obecne w środku książki są narysowane pewną kreską z położeniem dużego nacisku na szczegóły, zostawiając jednocześnie dużo rozmytej przestrzeni, która pozostawia pole wyobraźni. Smoki każdy z czytelników może wyobrażać sobie różnie, natomiast u Marie Brennan to nie są typowe wielkie stwory rodem z fantasy. Jest ich co najmniej kilka rodzajów i niekoniecznie wszystkie muszą umieć świetnie latać, mając skrzydła. 

To, co mnie zdziwiło, to fakt, że przekład od pierwszego do piątego rozdziału wykonała Dorota Żywno, a od szóstego do dwudziestego piątego Danuta Górska. Ciekawi mnie skąd to rozróżnienie, bo w książce nie czuć jakiegokolwiek dyskomfortu związanego z dwoma tłumaczami. Podziwiam, bo przekład książek fantastycznych jawi mi się jako naprawdę trudny. Specyficzna nomenklatura, którą trzeba w dodatku sensownie przełożyć na język polski. Dlatego muszę się przyznać, że ten stolec na 141 stronie wyprowadził mnie zupełnie z równowagi. Dobrą chwilę musiałam zmusić swój umysł do zaprzestania wyobrażeń zgodnych z tym słowem ;)

"Zwrotnik węży" to drugi tom cyklu "Pamiętniki Lady Trent". Te zapiski prowadzone są przez kobietę-naukowca, w czasach i świecie, gdzie kobieta nie była mile widziana na takim stanowisku. Ba, kobieta nie powinna w ogóle nosić czegoś innego niż spódnica i parać się wychowaniem dzieci. W tym szaleństwie Izabela Camherst, zwana również Lady Trent,  odnalazła jednak swoje przeznaczenie, którym jest poznanie i badanie smoków. Do tej pory miała wsparcie swojego męża, który zginął w trakcie ich ostatniej wyprawy. Czy jako wdowa, w dodatku z dzieckiem, będzie w stanie dalej prowadzić obserwacje tych drapieżnych istot?

Muszę przyznać, że dopiero po tym cytacie:

"Nie przywykłam myśleć o sobie jako o młodej osobie, chociaż miałam dopiero dwadzieścia trzy lata. Byłam dawniej mężatką; teraz byłam wdową i miałam syna. W społecznej opinii te cechy zdecydowanie stawiały mnie w kategorii "matron" (...)" [s. 114]

Uświadomiłam sobie, że Izabela Camherst to tak naprawdę młoda kobieta! Jej słownictwo, maniery i wiedza podpowiadały mi wiek 40+. Później przez cały czas nie mogłam dopasować Izabeli do tak młodego wieku. Czułam dysharmonię, którą trochę poprawiły wydarzenia w Zielonym Piekle, ale nie do końca. Być może to skutek nieprzeczytania pierwszego tomu?

Różnorodność postaci drugoplanowych

Forma pamiętnika pozwala na opisanie wielu bohaterów z dalszego planu, nadal pozostawiając Izabelę Camherst w roli głównej osi. Thomas Wilker jest asystentem lorda Hilforda, który sponsoruje wyprawę w poszukiwaniu nowych informacji o smokach. Autorka sama przyznaje, że nie wymyśliła go celowo, a konstrukcja jego postaci przyczyniła się do wzbogacenia książki o nowe podłoże socjologiczne. O ile Izabela walczy przede wszystkim z ograniczeniami, jakie nadaje jej płeć w ówczesnych warunkach społecznych, o tyle Tom walczy przede wszystkich z własnym pochodzeniem. Tym zgrabnym zabiegiem, Marie Brennan stworzyła wiarygodną postać, która dodatkowo wnosi do książki warstwę przyjaźni między kobietą a mężczyzną. 

Z drugiej strony mamy Natalie Oscott, piękną młodą kobietę, która jest w idealnym wieku do zamążpójścia. Pech chciał, że fascynuje ją bardziej nauka niż wychodzenie za mąż z rozsądku. Natalie jest postacią, która w "Zwrotniku węży" nie jest tak wyrazista jak Tom Wilker. Przez to trudno mi było się z nią utożsamić i tym sposobem jej osoba jest mi zupełnie obojętna. Nie uważam, aby była niezbędna do fabuły tomu, choć są pewne konsekwencje jej roli w wyprawie Lady Trent. Jakie? Dowiecie się czytając książkę. 

"Prezentowali setki różnych stylów ubiorów i ozdób, setki różnych cech fizjonomii, które odróżniają jeden lud od drugiego. Widziałam ludzi o przeróżnych kolorach skóry, od atramentowej czerni do brązu, mahoniu i ciemnego bursztynu, widziałam ostre podbródki i kwadratowe szczęki, czoła wysokie i niskie, pełne wargi i szerokie usta, kości policzkowe płaskie lub wystające niczym wygięcia łuku. Włosy nosili splecione w luźne warkocze lub ciasne warkoczyki tuż przy skórze, ozdobione koralikami lub skrawkami tkanin, w postaci miękkich zwojów, spiralnie skręconych loczków czy ostrych grzebieni usztywnianych białą albo czerwoną glinką." [s. 66]

Pewnym utrudnieniem, które stanowiło dla mnie nie lada wyzwanie, było nazewnictwo postaci. O ile Izabela i jej przyjaciele mieli stosunkowo proste imiona i nazwiska, o tyle wiele innych postaci drugoplanowych już nie. Idealnym przykładem są Moulini, których imiona trudno na początku wymówić, a i po pewnym czasie trudno je zapamiętać. 

Każda z postaci styka się z wieloma językami: yembańskim, moulijskim czy scirlandzkim. Na szczęście nie są magicznymi poliglotami i autorka zaznacza to za każdym razem. Owszem, uczą się, przebywając w towarzystwie tego języka odpowiednio długo, ale nie umieją go z automatu. To przyjemna odmiana od niektórych książek fantasy, w których wszyscy wszystkich rozumieją mimo różnic językowych. 

 

Natura ukazana w końcu jako pełna niebezpieczeństw

Wyprawa w poszukiwaniu smoków brzmi jak niesamowita przygoda, którą każdy chciałby przebyć. Po "Zwrotniku węży" możecie zmienić zdanie. Wyprawa w sam środek nieznanej dżungli nie jest przygodą roku. Jest to jednocześnie fascynujące przeżycie, możliwość odkrycia nieznanego, ale jednocześnie śmiertelnie niebezpieczne doświadczenie. Podobało mi się to, że Marie Brennan wielokrotnie poddawała bohaterów próbom, z których mogli nie wyjść cało. Ujął mnie fakt, że postaci nie są nieśmiertelne i odporne na wszelakie niebezpieczeństwa. 

"Długi pobyt w obcych i surowych warunkach dziwnie wpływa na umysł. Szybko uczysz się nie przejmować drobnymi przykrościami, które w normalnych okolicznościach byłyby nie do zniesienia, i akceptujesz koncepcje, które w domu byłyby nie do pomyślenia." [s. 241]

Ha! W końcu ktoś mnie przekonał do tego, że hipopotamy są groźne. Nigdy w to nie wierzyłam, ufając ich niewinnym oczkom, które wydają się najbardziej leniwe ze wszystkich istot. Doskonale wiem, że są bardzo ciężkie, ale nie umiałam wyobrazić ich sobie jako szarżujących zwierzęcych taranów. Aż tu przyszła mi z pomocą Marie Brennan i jej "Zwrotnik węży". Od tej pory będę trzymała się z daleka od hipopotamów. Nawet karłowatych (one istnieją!). 

"Możecie się śmiać: hipopotamy wyglądają raczej absurdalnie, a określenie "karłowaty" sugeruje wersję kieszonkową. Jednak przeciętny hipopotam karłowaty waży ponad dwieście kilogramów i stłucze na kwaśne jabłko wszystko, co wtargnie na jego wody." [s. 203]

Lady Trent doskonale umie pokazać ból rozstania i ból oderwania od znanej rzeczywistości. Zwykła prosta czynność, jak wzięcie prysznica czy spanie na wygodnym łóżku, w dziczy są już niemożliwe. Podróż, w którą wybrali się bohaterowie Marie Brennan wymusza na nich przekroczenie własnych granic. Także tych, o których istnieniu nie mieli pojęcia. 

"Bywałam z dala od domu, ale nigdy nie czułam się tak silnie, że znalazłam się w całkiem innym świecie. Mogłam tylko zaufać moim towarzyszom i żywić nadzieję, że to wystarczy." [s. 170]

Psychologia i socjologia ukryta we wspomnieniach

Skoro poznajemy nowe ludy i ich zwyczaje, nieuchronnym staje się rola kobiety w danym społeczeństwie. Śmiem twierdzić, że bardziej niż o smokach, to ta książka jest ludziach i relacjach w ich grupach. Lady Trent jako reprezentantka Scirlandii w nowej krainie, jest bacznie obserwowana i każde potknięcie nie pozostaje bez echa. Wszystko co powie, może zostać odebrane jako obraza, a wytłumaczenie, że nie zna ona nowych obyczajów traktowane jako arogancja zmieszana z ignorancją. Żadna z tych cech nie jest pożądana w nowym, być może wrogim miejscu. Lady Trent oprócz tych wszystkich przeszkód, napotyka te, które są obecne wyłącznie w życiu kobiet. 

"Powiadają, że na wojnie nie ma ateistów; ja twierdzę, że na skraju przepaści wyrastają panteiści. Przydałyby mi się błogosławieństwa wszelkich możliwych bogów." [s. 265]

 

Jako naukowiec przede wszystkim, a potem dopiero kobieta, Lady Trent ma niestereotypowe podejście do życia, które nie jest dobrze postrzegane w wielu społeczeństwach. Kobieta powinna stać w cieniu męża, być stworzoną do rodzenia i wychowywania dzieci oraz dzielnie i po cichu znosząca swoje trudne miesięczne okresy. Żadna z tych cech nie pasuje do Isabeli Camherst. Owszem, ma ona syna, ale nie jest dla niego matką, którą powinna ani chciałaby być. Jest w trakcie tego trudnego dylematu - syn czy kariera. Coś, co w naszej rzeczywistości również pozostaje jedną z najtrudniejszych decyzji. 

"Ludzie często sądzą, że mądrość macierzyńska jest całkowicie instynktowna: że choćby przed porodem kobieta nic nie wiedziała o wychowywaniu dziecka, później sama jej płeć wyposaży ją w niezbędną wiedzą. To nie jest prawdą nawet na najbardziej podstawowym biologicznym poziomie, co dobitnie wykazał mój brak mleka, a jeszcze mniej jest to prawdziwe w sensie społecznym." [s. 14]

Genialnie jest w "Zwrotniku węży" ukazana problematyka wchodzenia w nową grupę i samego progu wejścia do takowej. Grupa rozpoznawcza Lady Trent w pewnym momencie musi wejść w grupę Moulinów. Różnią się oni od nich wszystkim. Zwyczajami, językiem, wyglądem, sposobem ubioru, zachowaniem. Coś, co będzie zwyczajne dla Scirlandczyków, będzie obrazą dla Moulinów. I na odwrót. Wejście w taką grupę jest bardzo trudne, bo musimy naginać swoje wewnętrzne przyzwyczajenia i zasady. 

" - Czary powstają przez zło w ludzkich sercach. Wytrącają świat z równowagi i sprawiają wszystkim kłopoty. Jakiekolwiek zło jest w twoim sercu, musisz je wypuścić." [s. 214]

 

Forma pamiętnika użyta we właściwy sposób

Skrótowe równoważniki zdań o tym, co czeka czytelnika w danym rozdziale są sympatycznym zabiegiem, który nie jest jeszcze szeroko wykorzystywany w literaturze. Napisana w formie równoważników zdań oraz z częstym użyciem średników, co świetnie imituje szybkie zapiski lub myśli, które zaraz mogą wylecieć nam z głowy. 

Marie Brennan to pseudonim literacki amerykańskiej pisarki Bryn Neuenschwander. Uwielbia papierowe gry RPG i mówi wieloma językami, choć nie wszystkimi płynnie. Od początku wiedziała, że Pamiętniki Lady Trent to będzie pięcioksiąg, ale nie planowała z góry wszystkich dziejących się tam akcji. Używa w swoich książkach wielu reprezentantek kobiecego punktu widzenia i choćby ten fakt wyróżnia ją spośród wielu książek fantasy. Zazwyczaj są to męscy bohaterowie, którzy trafiają na damskie postaci drugoplanowe gdzieś pod drodze. Tutaj mamy wyraźną postać kobiecą, podobnie jak w serii The Onyx Court. 

Cykl pamiętników Lady Trent ma już pięć tomów i otrzymał nagrodę World Fantasy Award. Inspirowany dodatkiem do gier Dungeons&Dragons - Draconomicon, okazał się strzałem w dziesiątkę. Oprócz tego cyklu, Bryn napisała także wiele opowiadań w klimacie fantasy oraz serię The Onyx Court. Ta ostatnia trochę przypomina koncept Victorii E. Schwab z równoległymi Londynami, tyle że u Bryn drugie miasto znajduje się po prostu pod właściwym Londynem. Przypomina mi to także dobre historie z Forgotten Realms, gdzie krainy były ukryte przed "zwykłymi ludźmi", aby chronić istoty znacznie potężniejsze od nich. 

Podsumowanie "Zwrotnik węży" Marie Brennan

Marie Brennan serwuje czytelnikowi fascynujący świat, w który jednak trzeba się wdrożyć. Nie zakochałam się w tej książce od pierwszego wejrzenia (chociaż okładka cudna!), lecz dopiero po kilkunastu rozdziałach. Uznałam to za w pełni naturalne z kilku powodów. Akcja rozkręca się dopiero po wyjeździe Lady Trent w poszukiwaniu smoków. Wcześniejsze (i późniejsze też) to gratka dla fanów klimatu kolonializmu. "Zwrotnik węży" to nie tylko książka o smokach. Śmiem twierdzić, że to przede wszystkim książka o ludzkich zachowaniach. Pod pretekstem badania smoków dowiadujemy się wielokrotnie więcej o samych sobie. Zachwyci fanów antropologii i przyrody, którzy uwielbiają opisy otaczającego świata. Można ją przeczytać pomimo nieznajomości pierwszego tomu. Gorąco polecam!

P.S.

Wiele dałabym za mapkę krain opisywanych przez Marie Brennan

 

© Żukoteka - recenzje książek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci