Menu

Żukoteka - recenzje książek

Żuk czyta książki

Konieczna jest pochwała Bladego Króla - "Głębia. Bezkres" Marcin Podlewski

zukoteka

Bajki. Fasada i plagowe widma. To czeka w Głębi. Podróż przez nią zaczęła być naprawdę niebezpieczna. Bez powszechnej sieci, którą zapewniał Synchron, praktycznie niemożliwa. Blady Król upomina się o Wypaloną Galaktykę. Czy przetrwamy, by opowiedzieć o tych bajkach dzieciom?

Marcin Podlewski Głębia Bezkres Fabryka Słów

 

"Głębia" Marcina Podlewskiego to polska space opera, która zauroczyła fanów science fiction w całej Polsce. Doczekała się nawet swojej wikipedii, którą możecie znaleźć tutaj. W "Głębi. Bezkresie" powracają najistotniejsi dla fabuły bohaterowie, jak genohakerka Kirke Bloom, astrolokatorka Pinsleep Wise czy Maszyna o specyfikacji Fibonaccia. Zgrabnie pociągnięta od trzeciej części fabuła zostaje zarysowana na samym początku książki, aby zagłębienie się w tę część nie było skokiem w Głębię* bez Białej Pleśni. Żeby nie było tak wesoło, spotykamy na swojej drodze także Jedność, którego nie można wspominać pozytywnie po poprzednich tomach. Najciekawsze jest to, co zrobił ze swoim wyglądem, a może to wpływ Bladości? Jeśli tak, to Bladość wyraźnie szkodzi na cerę. 

"Głębia. Bezkres" to możliwość powrotu do ludzi, Obcych i Maszyn. Mamy tutaj wszystkiego po trochu, tak aby sens fabularny został zachowany, a fani wszystkich frakcji zadowoleni. Muszę przyznać, że po tym tomie Maszyny odzyskują sympatię w moich oczach. Za to niektórzy ludzie udowadaniają, że nawet wizja totalnej zagłady, nie jest w stanie przeszkodzić im w byciu najgorszymi szumowinami w Wypalonej Galaktyce.

"- Jaki kabelek?! Gdzie?

- W dupie - odparł Janis, wychodząc ze zbrojeniówki. (...) - I już się chyba nie naprawi. Wypisuję się z tego interesu, kochana. Pa, pa, pa." [s. 722]

Podobnie jak trzeci tom - "Głębia. Napór", tak i "Głębia. Bezkres" nie skupia się już wyłącznie na załodze Wstążki, lecz całym uniwersum. Momentami wielość wszystkiego może być przytłaczająca, ale ta obszerna, ostatnia część cyklu, wyjaśnia wiele kwestii, które wcześniej były tylko dyskretnie sugerowane. Z drugiej strony, to właśnie ostatni tom upewnia czytelnika w przeświadczeniu, które mógł mieć od początku - że dla Wstążki cel jest z góry zaplanowany, a jej rola w istnieniu Wypalonej Galaktyki nieprzeceniona. 

Idealny soundtrack:

Recenzję drugiego tomu serii "Głębia. Powrót" znajdziecie tutaj.

Ostatni tom wyjaśnia bardzo wiele 

Z nawiązań do przeszłości przekonujemy się m.in., co się stało z Terrą i dlaczego już nigdy nie ujrzy Słońca. Poznajemy Andy i Lwa, którzy umiejętnie wpływali na losy wszystkich bohaterów, wkraczając zawsze we właściwym momencie. Autor raczy nas też genezą migdałowej whisky, którą uwielbia Myrton Grunwald, kapitan skokowca Wstążka.

Symulacyjna Technika Rozwoju Intelektu Postludzkiego (STRIPS) ma w tej części wyjaśnienie do czego dążyli i dlaczego biologia im w tym przeszkadzała. Dążenie do czystości i posiadania możliwie pełnych danych. Ukazanie trafności ich analiz było dla mnie cennym odkrycim - nie przepadałam za tą frakcją wcześniej. Ich brak zaufania do Synchronu przypomina mi brak zaufania do automatycznych aktualizacji Windowsa i nic na to nie poradzę. Wiadomo jednak, że bardzo często wychodzimy na tym ostatnim bardzo dobrze, a jak wyszli STRIPsowie na gromadzeniu własnych danych zamiast ślepemu podążaniu za Synchronem? Dowiecie się czytając "Głębię. Bezkres". Podejrzewam, że jeśli do tej pory ich nie lubiliście, to i tak docenialiście ich sposób mówienia i to jak o tej styliacji pamiętał Marcin przy tworzeniu każdej z postaci Stripsów. 

"Czystość jest konieczna. Konieczna jest percepcja. Konieczne jest ujęcie obiektywne. Konieczna jest symulacja braku czystości w celu osiągnięcia czystości." [s. 366]

Podobnie jak w innych tomach, tak i w tym, wiele dowiadujemy się z wtrętów przed rozdziałami. Bez nich "Głębia" nadal byłaby świetną space operą. Ale z nimi jest po prostu pełniejsza, bogatsza. Zjawiska fizyczne czy gromady gwiazd można sobie wyszukać w Internecie. Stworzenie zaś całej otoczki wokół wykreowanego uniwersum, jest o wiele trudniejszym zadaniem, które wymaga konsekwencji oraz oryginalności. 

"Pytacie, czym jest koniec. Pytacie, czym jest apokalipsa, i wyobrażacie ją sobie jako cios, który spadnie na was i wasze domy. Widzicie ją niczym wielką eksplozję, zmiatającą wioski i miasta. Słyszycie ją w huku podniebnych trąb i ciszy spadających gwiazd. Bardzo się mylicie, bracia i siostry, W wielkim jesteście błędie. Koniec następuje w rozkładzie." Almanachy Zbioru, O rozpadzie [s. 214]

Myrton Grunwald i jego możliwości

W "Głębi. Powrocie" postać Myrtona w ogóle mnie nie poruszyła. Marcin Podlewski lawiruje uczuciami czytelnika. Raz lubimy daną postać, aby za paredziesiąt stron ją znienawidzić. Uwielbiam takie manipulacje, choć wyobrażam sobie ile ich stworzenie kosztowało autora i za to ogromny szacun Marcin! Myrton Grunwald jest wyjątkowy. Wszyscy muszą poddać się stazie** przy zażyciu Białej Pleśni, aby podróżować przez Głębię. Myrton nie musi, on ma Głębię w malutkim paluszku. Bajki, plaga,sam tego nie wymyślił, prawda?

W tym tomie w końcu Grunwald mnie do siebie przekonał. Może dopiero teraz stał się dla mnie wystarczająco wyrazisty? W poprzednich tomach nie odczuwałam tej jego wyjątkowości. Nie łapało mnie za serce wyjaśnienie, że umie zimprintować statek. W końcu pokazał, że faktycznie ten dar na coś się przydaje, a jego decyzje mają głębszy sens. 

"- Wyglądałeś jak Elohim po nieudanej genotransformacji - skwitował Grunwald." [s. 164]

Recenzję trzeciego tomu cyklu "Głębia. Napór" znajdziecie tutaj.

Blady Zastęp Bladego Króla wypełniony jego Bladymi Dziećmi, Bladość!

Uwaga spoilery!!

Nigdy do tej pory nie poznałam tak wielu istniejących słów związanych z przymiotnikiem blady. Nigdy też nie były one tak złowrogie i nie wywoływały tak nieprzyjemnej gęsiej skórki. Żaden sługa Bladego Króla z pewnością nie ma rumieńców. Co więcej, można ich podzielić na trzy zastępy: Zimnych, Zmarłych i Blade Dzieci. Spośród nich wszystkich, to chyba Zimni budzą we mnie największą grozę. 

Zimni to istoty, które nie są żywe, ale nie są też do końca martwe. Przy życiu trzyma ich lód. Nie potrzebują jedzenia, picia ani snu. Nie muszą oddychać i mogą przebywać Głębię bez stazy. Zmarli nie są Zimni. Mają zamknięte oczy i nie są dobrze nastawieni do żywych. Dopiero skupienie na nich uwagi sprawia, że istnieją. Dlatego nigdy, ale to nigdy nie patrzcie w ich stronę. Blade Dzieci poznajemy późno, a może to i dobrze. Nie przypominają one żadnych istot ludzkich. Nie budzą pozytywnych uczuć, jak na dzieci przystało. Widząc je mamy ochotę znaleźć się daleko, o całą Głębię dalej. Zło, które od nich bije, wydaje się najbardziej pierwotnym uczuciem, którego nic nie jest w stanie pokonać. 

Wszystkie istoty Bladego Króla mają jeden cel: CHWALMY BLADEGO KRÓLA! A tak poważnie, to całkowita anihilacja jakichkolwiek złożonych struktur. Ich postępowanie wydaje się nie mieć żadnej logicznej konsekwencji, po prostu naparzają w cokolwiek. Zagadkowym jest nawet fakt, jak Blady Zastęp dobiera tych, których unicestwia, a jak tych, którzy powinni wiernie służyć ku chwale Bladego Króla. Może wychodzą z założenia, że i tak nikt nie ma z nimi szans? A może po prostu nie myślą już w żaden wystarczająco chronologiczny sposób?

Koniec spoilerów 

Jak na dobrą space operę przystało, mamy nie tylko statki kosmiczne

Bohaterowie cyklu skaczą za pomocą Głębi do różnych gromad w kosmosie, które mają specyficzną numerację. Wszystkie istnieją naprawdę w Drodze Mlecznej i zaciekawionych odsyłam tutaj

Wg_map

Dane jest nam poznać niesamowite statki Bladego Króla, których rozmiary są gargantuiczne i przerażają samą właśnie wielkością. Po to, by później przestraszyć wydobywającym się z nich zimnym bladym snopem, który unicestwia wszystko i wszystkich. Lepiej poznajemy Wstążkę, zamieniającą się w Czarną Wstęgę podczas lotów głębinowych. Wracamy razem z Tsarą na pokład Krwawej Czekoladki i zaglądamy do SN*** w największych statkach Maszyn. Podrózujemy też z Kirke Bloom i Tartiusem Fimem w Ciemnym Krysztale, którego zwichrowana SI**** nadaje mu wyjątkowego charakteru.

"Flagowa jednostka Stripsów z pozoru była starą, zapomnianą stacją staroimperialną typu C, ale kompletnie ją przerobiono. Jej wcześniej martwe Serce wskrzeszono przy użyciu zapomnianych artefaktów Maszyn z okresu Wielkiego Rozłamu, jak Stripsowie określali Wojnę Maszynową." [s. 218] 

Statki zachwycą fanów podróży kosmicznych i dobrze skonstruowanego ekwipunku. Amatorzy kosmosu powinni być zadowoleni z ilości fizyki i astronomii. A wszyscy, którzy szukają dobrej space opery będą oczarowani konceptem uniwersum. Zwolennicy smaczków w obszernych cyklach odnajdą ich całe mnóstwo w "Głębi" Marcina Podlewskiego. Każdy, kto lubi całkowicie zatopić się w lekturze, będzie zafascynowany, bo Głębia wciąga jak twarda staza! Absolutnie nie mogę pozbyć się używania odniesień do pomysłów z książki, co też powinno świadczyć na jej korzyść.

Podsumowanie "Głębia. Bezkres" Marcin Podlewski

Jest mi smutno, że to koniec. Marcin Podlewski zakończył serię w sposób idealny. Nie szczędząc ofiar, które musiały zostać poniesione, a przez które łezka w oku się kręciła. Bezlitosny dla postaci, zachował spójność i logikę do końca. Jeśli nie jesteście przekonani, a wielkość tomów was odstrasza, polecam opowiadania z tego uniwersum. W ten sposób przekonacie się, czy to na pewno klimat, z którym chcecie spędzić najbliższe kilka tysięcy stron. 

Czytałam ją powoli, bo wiedziałam, że to ostatnia część, a nie chciałam rozstać się z Wypaloną Galaktyką. I myślę już o tym, żeby wrócić do pierwszej części. Co jak co, ale to najlepszy dowód na to, że ten cykl wciąga, zasysa w Głębię i nie wypuszcza tak łatwo ze stazy! Chwalmy Bladego Króla? CHWALMY BLADEGO KRÓLA!

P.S.

Przydałby się słowniczek na końcu. O ile podczas czytania pamiętam od czego skrótem jest STRIPs lub SN-SO, to czasem mi to umknie po dłuższej przerwie i muszę się nad tym chwilę zastanawiać. A wiadomo, mózg nie lubi takich bezcelowych dywagacji. 

P.S. 2

Wtręty między rozdziałami działały na wyobraźnię jeszcze bardziej niż w poprzednich tomach. Kawał dobrej roboty Marcin! Ten o matce straszącej dziecko był wybitny. 

P.S. 3

Rola Głodu jest niezwykle sympatyczna i wdzięczna. Choć myślałam, że będzie mógł pokazać pazurki! Nerwosol był jego pierwowzorem?

* Głębia - metaprzestrzeń umożliwiająca skoki kosmiczne do 15 lat świetlnych

** staza - całkowite wyłączenie świadomości organizmu żywego, osiągane dzięki Białej Pleśni; brak powyższych skutkuje chorobą pogłębinową

*** SN - stazo-nawigacja

**** SI - sztuczna inteligencja; w przypadku zarządzania statkami, sztuczne inteligencje były najczęściej wykastrowane (blokowanie myślenia abstrakcyjnego)

 
W poszukiwaniu smoków z Lady Trent - "Zwrotnik węży" Marie Brennan >

< Olaf Rudnicki magnesem na kłopoty - "Cień" Adama Przechrzty

© Żukoteka - recenzje książek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci