Menu

Żukoteka - recenzje książek

Żuk czyta książki

Gdy rzeczywistość okazuje się zbyt brutalna - "Mała baletnica" Wiktor Mrok

zukoteka

Anastazja chce, by rodzice byli z niej dumni. Stara się nie zauważać pustych butelek i jeszcze bardziej pustego wzroku. W końcu ktoś ją zauważył. Jej nauczycielka, Larisa Aleksandrowna, pochwaliła jej talent. Nazwała ją małą baletnicą.

Wiktor Mrok Mała baletnica

 

Historia Anastazji rozpoczyna się w 1991 roku w Kijowie. To wtedy stała się ważna dla kogoś, stała się małą baletnicą. Nikt jej nigdy tego nie mówił. Nikt nie doceniał jej pracy i poświęcenia do ćwiczeń. Nikt nie mówił, że jest śliczną, małą dziewczynką. Z psychologicznego punktu widzenia jest idealną kandydatką do roli, która na nią czeka. A takich jak ona, są setki tysięcy. Dzieci, które nie czują się kochane i szukają akceptacji. Zapewnienie tych potrzeb okazuje się przynosić bardzo potężne możliwości. Jakie? Stopniowo dowiecie się czytając "Małą baletnicę", nie mogę psuć zamysłu fabularnego. 

Z drugiej strony obserwujemy współczesne kryminalne śledztwo w sprawie śmierci znanej właścicielki szkoły baletowej w Moskwie. Ta okrutna zbrodnia ma znamiona egzekucji z zimną krwią, która niesie za sobą przesłanie. To ten rodzaj zbrodni, który ma nauczyć innych, że nie wolno tak postępować. Grupa moskiewskich śledczych zabiera się do pracy ze zdwojoną motywacją, bo w grę wchodzi dobro setek dzieci, które mogły ucierpieć na pornograficznym procederze. 

 

Walka z pedofilią to walka z wiatrakami?

Wiktor Mrok poruszył niesamowicie trudny temat. Pornografia dorosłych jest czymś, co uznajemy powszechnie za akceptowalne, także moralnie. Nie wnikając oczywiście w dobrowolność udziału ani rodzaje tego procederu. Natomiast pornografia dziecięcia budzi niesmak i rodzi agresję. Nie jest istotne, czy ktoś ma dzieci. Każdy człowiek z ukształtowaną prawidłowo moralnością, rozumie że to złe. Z jednej strony dlatego, że dzieci są bezbronne i dorośli powinni je chronić. Z drugiej dlatego, iż nie jest to nawet niestandardowa podnieta dla człowieka wykazującego normalne życie seksualne. 

The Ukrainian Angels Studio, znane także jako LS-Studio to prawdziwe studio filmowe, które produkowało pornografię dziecięcą na Ukrainie. W książce mamy jego brata bliźniaka z Rosji - LSM czyli Lolita Studio Models. To przede wszystkim szkoła baletowa prowadzona przez doświadczoną instruktorkę. Co sprawiło, że pod tą wdzięczną nazwą ukrył się pornograficzny proceder, w który zamieszane były setki małych dziewczynek? Zdradzę tylko jedno: Wiktor Mrok skonstruował przestępczość zorganizowaną w taki sposób, aby nie była ona wykrywalna przez lata. Czyli dokładnie tak, jak ma to miejsce w rzeczywistości. Dzięki temu "Mała baletnica" jest bardzo autentyczna i czytelnik nie odnosi wrażenia, że ma przed sobą literacką wyobraźnię autora. Owa rzetelność pozostawia jednocześnie niepokojące uczucie, że nie jesteśmy w stanie się obronić przed tym, co świat "oferuje" naszym dzieciom. Bardzo posępna wizja, zapewniająca refleksje na długi czas po lekturze. 

"Siedząca na łóżku dziewczynka rzeczywiście wyglądała na czternaście lat; włosy w odcieniu ciemnego blondu, sięgające ramion, szczupłe, wręcz chude nogi. Była w samej bieliźnie - czarnej, koronkowej. Przez stanik prześwitywał sutki jej niewielkich piersi." [s. 208]

Policyjne śledztwo na wysokim poziomie

Zacznijmy od Alony Nikisziny, głównej postaci, spinającej całą fabułę. Choć klamrą zamykającą obie części - policyjną i przestępczą jest niewątpliwie mała baletnica. Alona to śledcza z powołania. Jako szefowa spełnia swoje zadanie jeszcze lepiej. Interesują ją przede wszystkim jej ludzie. Dopiero potem ich rezultaty. To nie znaczy, że brak jej posłuchu lub stanowczości. Zaskarbiła sobie przychylność wszystkich, dbając o nich i dając im oparcie. Wszyscy mają do siebie zaufanie. W tym zawodzie to jeden z najważniejszych fundamentów. Dla niej wsparciem jest mąż, Witalij. 

Sewara Ostrowa, najmłodsza z całego zespołu, i jednocześnie najbardziej wyrazista. Dla przyjaciół po prostu Sewa, przypomina mi niepokorną Lisbeth Salander z książek Stiega Larssona. Przyznanie się do bycia lesbijką nie było dla niej proste i jeszcze bardziej wzmacnia odczucie zaufania obecnego w tym zespole. Ambitna, a jednocześnie skromna i zwyczajna. Ciepła, ale tylko dla tych którzy zasłużyli. Potrafi błyskawicznie odnaleźć się w nieciekawej sytuacji.

Giennadij Pribłuda, lekarz medycyny sądowej, potrafi zaskoczyć trafnością spostrzeżeń na tematy psychologiczne. W "Małej baletnicy" nie ma bowiem wielu trupów.  Fani medycyny sądowej mogą czuć się niezaspokojeni,  ale uprzedzam - przesłuchania dzieci wam to wynagrodzą. Kawał dobrej psychologii i umiejętne poprowadzenie dialogów serwuje coś więcej niż zwykle pokoje przesłuchań. Tam przoduje Nina, naczelna psycholog komisariatu. 

"Opukaliśmy wszystkie ściany, podłogi i kąty, aż mnie uszy rozbolały od tego hałasu. Użyliśmy czujnika przepływu powietrzab, żeby sprawdzić, czy nie piździ gdzieś, gdzie nie powinno. Pobawiliśmy się w naprzemienne gaszenie światła, bo a nuż coś prześwieca z jakiejś dziury. Dwanaście pokoi, dużych i mniejszych, cztery lazienki, cztery sypialnie, dwa salony, o pomieszczeniach na szczotki nie wspomnę. Dynastia Romanowów razem z pociotkami pomieściłaby się tam bez trudu." [s. 77]

Prokurator Jefim Bestużew na początku jawi się jako potencjalny wróg śledztwa lub co najmniej jego przeszkoda. Szybko jednak okazuje się, że Jefim też człowiek i zależy mu na rozwiązaniu sprawy jeszcze bardziej niż innym. Jako postać z drugiego planu, mimo wszystko jest wyraziisty i umiemy wyobrazić go sobie na przykład w scenie przesłuchania dziewczynki. Jego nienaganny garnitur i spokojny, stonowany głos, którym zadaje bolesne, ale konieczne pytania. 

Wadim Morozow, technik policyjny, któremu nic nie umknie. Jak nikt umie szukać tajemniczych pomieszczeń czy ukrytych śladów. Jego spostrzegawczość pomaga też w wyprowadzaniu trafnych wniosków.  I absolutnie nikt nie śmieje się z jego ogniście rudych włosów. 

Sasza Timofiejew i jego kontakty ułatwiają codzienną pracę w zespole zadaniowym. Z kolei wieczny optymizm i poczucie humoru potrafią rozładować nawet najtrudniejszą naradę wojenną. 

Świetne wyczucie autora da się zauważyć, kiedy policyjne śledztwo potrzebuje dodatkowych "rąk do pracy", a w sukurs przychodzi postać Asiji, uzdolnionej technologicznie hakerki z Instytutu Elektroniki Stosowanej. Ona pomaga tam, gdzie policyjne komputery nie są w stanie dotrzeć. A przy okazji może robić to, co lubi. Idealne rozwiązanie, prawda? 

"Ale facet miał swoją wizję tego, jak powinno się pracować w policji. Miał nosa i potrafił działać naprawdę niekonwencjonalnie. Ktoś mi tu zarzucił, że wrzucam cię na głęboką wodę. Tego nauczyłam się od Iwanowicza. Mnie też tak potraktował." [s.256]

Jak napisać dynamiczną powieść sensacyjną z wciągającym śledztwem policyjnym?

Wiktor Mrok bezbłędnie poradził sobie z dwutorowym poprowadzeniem fabuły. Policyjny zespół z Moskwy został stworzony w sposób przemyślany. Nie ma tam zbędnych osób, które są tylko tłem do głównych postaci. Wszyscy biorą udział w rozwiązywaniu sprawy i wszyscy są bardzo zaangażowani emocjonalnie. Może to też miało wpływ na wzbudzenie sympatii do wszystkich bohaterów. Są oni skrajnie różni, ale łączy ich chęć doprowadzenia złoczyńców ku ramieniu sprawiedliwości.

To, czego mi brakowało w "Małej baletnicy", to posłowie lub przedmowa. Coś, co dałoby mi wsad ku porn industry w Rosji. Biorąc pod uwagę budowę fabuły, posłowie byłoby lepszą opcją, ale jednak nawet jej zabrakło. Czemu Wiktorze Mrok? Lubię wiedzieć na podstawie jakich wydarzeń oparta jest książka. "Mała baletnica" jest reklamowana jako oparta na faktach. Stopniowo zanurzając się w książkę, domyślamy się jakie z nich są bardziej wiarygodne, a jakie są tylko fikcją literacką. Ale to tylko domysły wprawionego w kryminałach czytelnika. Wolałabym dowiedzieć się po lekturze, które z moich przypuszczeń były prawdziwe, a które zostały po prostu doskonale dosztukowane. 

 

Podsumowanie "Mała baletnica" Wiktor Mrok

Wiktor Mrok popełnił drugą w swojej twórczości powieść, która została bardzo dobrze przyjęta przez czytelników. Akceptacja w pełni zasłużona, bo autor stworzył bardzo wiarygodną fabułę z ciekawymi bohaterami. Nawet drugoplanowi stróże prawa zostali wykreowani na pełnowymiarowe postaci, do których można poczuć określone emocje. A to emocje podczas lektury sprawiają, że chcemy wracać do określonej twórczości. Muszę nadrobić "Czerwony parasol", który został wydany na początku tego roku. Jestem ciekawa, czy Wiktor rozkręcił swój warsztat przy "Małej baletnicy", czy już debiutancka powieść była równie wciągająca. 

Jeśli znudziły cię kryminały z jedną główną postacią lub szukasz książki, która stawia na policyjne śledztwo - "Mała baletnica" będzie dla ciebie idealna. Gdy lubisz jak bohaterowie dochodzą do wniosków we wspólnej burzy mózgów i widać ich współpracę, to na pewno odnajdziesz się w tej lekturze. Szczerze polecam! 

"- Eleno - zaczęła z namysłem Sewara - to był messer Woland we własnej osobie. Często odwiedza Patriarsze Prudy. Nie trzeba się go bać. Jest tym dobrym diabłem. Chyba..." [s. 583]

P.S.

Nie czytajcie recenzji na lubimyczytac. Są zbyt szczegółowe i niszczą przyjemność z czytania. 

Czerwony parasol dostaniecie tutaj:

 

A Małą baletnicę tutaj:

 

© Żukoteka - recenzje książek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci