Menu

Żukoteka - recenzje książek

Żuk czyta książki

Gdy magia okazuje się bolesna w fizyczny sposób – „Tropiciel” Małgorzaty Lisińskiej

zukoteka

Krasnolud, mag i młoda dziewczyna. Dzieli ich wszystko, a łączy magia. Krasnolud ją wyczuwa, ale nienawidzi. Mag włada nią biegle, ale zna jej cenę. A dziewczyna? Znalazła się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Sodi, Yasa i Likal zabiorą was w podróż pełną magii, niebezpieczeństw i trudnych wyborów.

Tropiciel Małgorzata Lisińska

 

Jak stworzyć nietuzinkową fabułę?

Humor, humor i jeszcze raz humor. On wyziera z tej książki i zaraża czytelnika uśmiechem nawet w drastycznych momentach:

„- Toż mój toporek dlań jak pieszczota będzie. Co najwyżej gilgotki będzie odeń miał. Zagilgamy go na amen?” [s.106]

Najbardziej charakterystyczną postacią w tym aspekcie jest krasnolud Sodi. Jak przystało na krasnoluda, jest marudny, sarkastyczny i ma specyficzne poczucie humoru. Połączenie tych cech powoduje, że staje się on ulubieńcem odbiorcy od pierwszych stron książki. I już w zasadzie w tym momencie fabuła mogłaby być nawet najbardziej niedorzeczna na świecie, bo lubimy głównego bohatera. Na szczęście taka nie jest! 

Nasi bohaterowie podróżują wszędzie tam, gdzie pośle ich zadanie zlecone przez królową. Poszczególne rozdziały mogą, ale nie muszą być swoją ścisłą kontynuacją. Mimo to nie gubimy się w przebiegu fabuły ani nie odczuwamy nagłego skoku czasu. Dla fanów świata opisanego od A do Z, "Tropiciel" będzie małym zaskoczeniem. Tutaj dostajemy tylko informacje niezbędne do zrozumienia książki, ale nic ponadto. Nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie całego świata. Mi to nie przeszkadzało, bo być może ujęcie zbyt szersze mogłoby zniweczyć efekt kolejnych tomów. Poza tym nie każdy lubi natłok informacji w postaci (bum!) wyjaśnienia całego uniwersum na dzień dobry. 

Jak stworzyć dobrych bohaterów fantastycznych?

Zanim oswoiłam się z nazwiskiem rodowym Sodiego, minęła solidna chwila. Sodi Yudherthardere, zwany w „Tropicielu” najczęściej po prostu Sodim, jest stuprocentowym krasnoludem. W pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jeśli czytaliście kiedykolwiek fantastykę z Forgotten Realms (patrz: R.A. Salvatore) lub naszego rodzimego Wiedźmina, to wiecie czym pachnie (sic!) dobry krasnolud.

„- Tam, kurwa, moc – warknął Sodi, bo głowa nie przestawała go boleć. – Moc to miała dupa królowej, a nie zgubione pantofelki. – Sięgnął po buciki i wcisnął je do sakwy. – Kimże ja jednak jestem, żeby moją, kurwa, dobrodziejkę z błędu wyprowadzać?” [s. 92]

Tytułowy tropiciel to w zasadzie nawet nie profesja Sodiego, a jego moc. Ryczący w środku niewielkiego krasnoluda tropiciel, którego nie wiedzieć czemu wyobrażałam sobie jako wielkiego lwa, wyczuwa nawet najdrobniejsze przejawy magii. I robi to, co umie najlepiej - tropi ich źródło. Prawda, że ciekawe ujęcie tej sztampowej klasy gier RPG? W nich tropiciel to przede wszystkim klasa zajmująca się tropieniem jakiejś zwierzyny tudzież konkretnego rodzaju potwora, np. wampira. Podoba mi się to, co Małgorzata zrobiła z tą klasą w swojej książce. Jeśli jesteś fanem Orsona Scott Carda, to podejrzewam, że taka ścieżka rozwoju tropiciela również Ci się spodoba. 

Yasa to pierwotny mag, którego moce są najpotężniejsze na świecie. Jedną z jego cech charakterystycznych jest mina pokerzysty w każdej sytuacji. Nie drgnie mu nawet brew podczas scysji z Sodim. Rzadko można też wyczuć, czy w danym momencie jest zdenerwowany lub ma świetny humor. Ta chłodna postawa w kontraście z barwnym krasnoludem daje w rezultacie dialogi, które obfitują w humor sytuacyjny i czysto słowny. Ten nieugięty mag ma jednak kilka słabości, wśród których prym wiodą oczywiście...kobiety. Ale nie jest to tak proste jak przelotne romanse bez konsekwencji. Yasie przyjdzie się zmierzyć z czymś o wiele trudniejszym. Pytanie czy mag ma do tego wystarczającą siłę?

Likal to urocza dziewczyna, której pewność siebie dopiero podbudowuje podróżowanie z Yasą i Sodim oraz nauki, które jej dają. Autorce udało się wykreować postać, która nie irytuje swoją nieświadomością czy naiwnością, lecz jest w całym tym procesie wyjątkowo słodka. Żeby nie było zbyt dużo tego lukru, Likal ma jednocześnie ciemną stronę, którą odkryjecie czytając "Tropiciela".

Spotykamy także wielu pobocznych bohaterów. Autorka wzięła pod uwagę nawet elfy, ale nie są one szczegółowo opisane. Być może będą z czasem, w kolejnych tomach? Chętnie zobaczę też jakąś krasnoludzicę. Najlepiej z wąsami! 

Udane polskie fantasy z magią w roli głównej

Małgorzata Lisińska pisała do tej pory głównie opowiadania, za które była wielokrotnie wyróżniana. Jej teksty cechuje duża dawka humoru i sprośnej, ale smacznej erotyki. W „Tropicielu” widać to doskonale. Dzięki temu tekst nabiera lekkości, ale i przywiązuje odbiorcę do czytanej treści. Jestem bardzo ciekawa opowiadań tej autorki. Długa forma wyszła jej na tyle intrygująco, bym chciała sięgnąć po kolejne utwory jej pióra. To także ogromna zaleta „Tropiciela”. Mam skromną nadzieję, że będzie kontynuacja przygód tego sympatycznego krasnoluda i enigmatycznego maga (koniec książki może to sugerować). 

Podsumowując, „Tropiciel” to kawał dobrej literatury, która cieszy tym bardziej, że jest polska. Mamy wielu dobrych autorów, zacznijmy ich doceniać. Nie trzeba daleko sięgać, by dostać pierwszorzędną fantasy – „Tropiciel” Małgorzaty Lisińskiej da odbiorcy mnóstwo niezapomnianych wrażeń. Polecam fanom Forgotten Realms, którzy szukają nowych doznań. Polecam również fanom polskiej fantasy, która bardziej kieruje się ku magii niż spotykanym na drodze bestiom. 

Książkę kupić możecie tutaj. Niedługo na blogu zagości rozdanie książkowe z „Tropicielem”, jeśli kupno obecnie wam nie po drodze.

© Żukoteka - recenzje książek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci