Menu

Żukoteka - recenzje książek

Żuk czyta książki

Thriller w krainie moczarów, z której nigdy nie wraca się takim samym - "Córka króla moczarów" Karen Dionne

zukoteka

"Córka króla moczarów" to wyjątkowe zapiski dorosłej kobiety, która została wychowana na moczarach, bez kontaktu z cywilizacją. Wbrew pozorom nie jest nieprzystosowana do życia, a jej postrzeganie świata zawiera wiele wartościowych lekcji dla każdego z nas, mieszczuchów. Poznajcie Helenę. 
Córka króla moczarów Karen Dionne Media rodzina

Górny Półwysep, stan Michigan, Ameryka Północna. Teren otoczony jeziorami, z wężami rzek i strumieni. Nie ma tu wielu mieszkańców, ale nie wyobrażają oni sobie innego miejsca do życia. Trudno się dziwić. Piękno naturalnych zasobów tego miejsca zabiera dech w piersiach. Razem z opowieścią głównej bohaterki, Heleny Pelletier, przemierzamy Górny Półwysep w jej wspomnieniach i teraźniejszości. Autorka powieści, Karen Dionne, przez wiele lat mieszkała w tym miejscu i dzięki temu łatwiej była w stanie stworzyć wiarygodną pierwszoplanową postać.

Opowieść Karen Dionne zaczyna się niepozornie. Tym bardziej, że tytuł książki nie sugeruje jednoznacznie treści książki. Wręcz przeciwnie, zderzenie kontrastu okładki z tytułem powoduje uczucie niepewności i rozdźwięku w ich odczytaniu. W końcu trzymamy w rękach thriller, ale jego tytuł insynuuje nam baśniowość treści. Jak jest naprawdę? Karen Dionne stworzyła thriller psychologiczny, wymagający od czytelnika uwagi i jednocześnie w pełni ją angażujący. Stopniowo wpełza on w naszą świadomość, zostawiając ślady w wielu istotnych jej częściach. Na koniec zostawiając z refleksjami i ogólnym bardzo pozytywnym odbiorem tej nietypowej powieści.  

"Córka króla moczarów". Taki tytuł miała baśń Hansa Christiana Andersena, w której księżniczka miała dwoistą naturę. Za dnia była przepiękną dziewczynką, lecz złą z charakteru. W nocy stawała się zaś brzydką żabą, z dobrym sercem. Helena Pelletier jest owocem związku złego człowieka z łagodną kobietą, ale czy nosi w sobie podobieństwo do księżniczki Andersena? Przekonajcie się sami, czytając "Córkę króla moczarów" Karen Dionne. 

"Dziki świat" na Moczarach

Fascynujący świat przedstawiony przez Karen Dionne w najnowszej książce nie wydaje się straszny. Karen bardzo dobrze tworzy kontrast pomiędzy szkaradnością całej sytuacji, która jest podstawą fabuły, a pięknem krainy, w której znajdują się bohaterowie. Czytelnik ma okazję obserwować bohaterów z jednej perspektywy, ale na przestrzeni wspomnień. Dlaczego to wartościowe? Nasze wspomnienia z czasem się zacierają, ale najczęściej zupełnie zmieniamy do nich stosunek wraz z upływem lat. Mamy te pełne ekscytacji chwile dzieciństwa podczas których Helena uczyła się od ojca wszystkich potrzebnych umiejętności:

 "Ojciec uczył mnie tropienia, kiedy byłam mała. Gdy się bawiłam albo wędrowałam po okolicy, on zostawiał mi ślady, a potem musiałam je odnajdywać i iść ich szlakiem." [s. 109]

Jej życie na moczarach było pozbawione wszelkich udogodnień, które ma większość z nas. Nie było zwykłej łazienki, bieżącej wody ani pełnego kanałów telewizora. Mimo tych braków Helena nie była nieszczęśliwym dzieckiem. Czasem nawet sytuacja między jej rodzicami wydawała się zupełnie zwyczajna:

"Budowa łaźni była rodzinnym przedsięwzięciem. Wyobraźcie sobie, jak pewnego upalnego dnia wszyscy troje zakasujemy rękawy i bierzemy się do roboty." [s. 144]

I dopiero po latach, gdy wyszła z tego odosobnienia i nauczyła się żyć w społeczeństwie, zaczęła zauważać różnice. Nie tylko w jej wychowaniu, ale także w konkretnych sytuacjach i wspomnieniach, które nagle stawały się dojmująco smutne.  

"Kiedy jednak stałam przy barierce, spoglądając na duchy przeszłości, serce mi pękało na myśl o tym biednym, dzikim dziecku, którym byłam, niemającym pojęcia o świecie mimo ukochanych "Geographiców". [s. 200]

 

Gdy zło jest widoczne wyłącznie z zewnątrz

Helena odczuwa ogromną miłość do ojca i wyraźnie to widać w jej wspomnieniach. Dzięki formie pamiętnika obserwujemy jak ta miłość z okresu dziecięcego, rośnie do uwielbienia w okresie dojrzewania i stopniowego strachu, który powoli zastępuje istniejącą wcześniej miłość. Helena nie zdawała sobie na początku sprawy z tego, że jest więźniem. Nie miało to dla niej znaczenia, bo taką rzeczywistość zastała i w niej rosła. To, co miało jakąś wartość, to możliwość uczenia się od ojca.

"Możemy sobie wyobrażać, że w podobnej sytuacji walczylibyśmy jak tygrysy, ale najprawdopodobniej byśmy się poddali, i to zapewne wcześniej niż później. Kiedy człowiek uświadamia sobie, że im więcej walczy, tym surowiej jest karany, dość szybko uczy się robić to, czego wymaga porywacz." [s. 129] 

Z perspektywy czasu widzi, jak wiele jej wspomnień może być nieprawdziwa. Zastanawia się ile z nich było niewłaściwych, ale nakłada na to filtr obecnego życia i obiektywizmu, którego wcześniej nie miała. Czy faktycznie jej ojciec był do szpiku kości zły, czy tylko bardzo samotny? A może brakowało mu odpowiedniego wychowania, które sprawiłoby, że całe jego życie wyglądałoby inaczej?

"Może człowiek, którego pamiętam, nigdy nie istniał. Może pewne rzeczy nigdy się nie wydarzyły, wbrew temu, co mi się wydaje." [s. 278]

Helena Pelletier nie jest postacią nieskazitelną. Z początku możemy jej nawet nie lubić. Wydaje się dziwna, ale jednocześnie bardzo silna psychicznie. Jako żona jest mało przekonująca. Jako matka z kolei została stworzona bardzo wiarygodnie. Łącząc te wszystkie cechy dostajemy kombinację, której nie spotyka się u wielu bohaterów. Wychowanie w odosobnieniu wytworzyło u niej silną potrzebę wolności, której życie w społeczeństwie nie jest w stanie zapewnić. Jak poradziła sobie w codziennym życiu? Przekonacie się czytając "Córkę króla moczarów" Karek Dionne. 

 "Teraz, kiedy mój sekret się wydał, mogłabym powiedzieć prawdę o swoich tatuażach. Problem w tym, że przywykłam do opowiadania kłamstw." [s. 69]

Karen Dionne – mistrzyni opisów

"Córka króla moczarów" ma formę narracji pierwszoosobowej, co bardzo dobrze wpływa na relację bohater-czytelnik. Dlaczego? Czujemy się ważnymi odbiorcami tej treści. Dodatkowo wzmacnia tę więź aspekt użycia bezpośrednich zwrotów do czytelników:

"Wyobraźcie je (red. zimno) sobie jako złośliwą mgłę, która oblepia was i przenika do głębi ze wszystkichs tron, unosi się z zamarzniętej ziemi, wciska w każdą, nawet najmniejszą szczelinę i szparkę w podłodze oraz ścianach waszego domu." [s. 92]

"Córka króla moczarów" to nie jest książka akcji. Należy wybrać ją świadomie jako thriller psychologiczny, wtedy nasze oczekiwania zostają spełnione w stu procentach. Jej spokojny nurt fabularny przypomina skandynawskie kryminały, w których pierwszeństwo ma człowiek i jego doznania, a potem dziejąca się z jego udziałem fabuła. Najnowsza powieść Karek Dionne przemówi do każdego, kto wychowywał się w innym miejscu niż dorastał. Będzie wtedy trafiała w czułe punkty, które każdy w takiej sytuacji przechodził. Stopniowo zagłębiając się w lekturę, przestajemy odczuwać powolne tempo, a skupiamy się na odczuciach Heleny i opisach jej przeżyć. Pozwala nam to zajrzeć w miejsca, które chroniła do tej pory nawet przed swoim mężem i częściowo przed samą sobą. 

Na szacunek i uznanie zasługuje przekład w wykonaniu Małgorzaty Hesko-Kołodzińskiej i Piotra Budkiewicza. Dzięki temu, opisy, które w amerykańskiej wersji były bardzo obrazowe, stały się również takie w naszym ojczystym języku. Forma pamiętnika tej powieści została bardzo dobrze przetłumaczona bez zgrzytów stylistycznych i dziwnych konstrukcji kontekstowych. To sprawia, że lektura "Córki króla Moczarów" jest bardzo przyjemne. 

Szacunek do natury - coś czego trzeba uczyć od małego

Życie Heleny nie było usłane różami i musiała nauczyć się wielu rzeczy, których my nie musimy umieć. Gdy jesteśmy głodni, możemy iść do sklepu. Gdy potrzebujemy ubrania, możemy iść do sklepu. Gdy potrzebujemy wody, idziemy do kranu i ją nalewamy. Nic z tych rzeczy nie mogła zrobić mała Helena. Na jedzenie musiała zapolować. Ubrania musiała uszyć, a wodę musiała przynieść i zagotować. To wszystko zahartowało nie tylko jej ducha, lecz także ciało. Dzięki temu nauczyła się szacunku do otaczającego ją świata. Nie zabijała zwierząt bez potrzeby. Nie jadła więcej niż musiała. Chcecie wiedzieć co poczuła, jak odkryła, że za moczarami był inny świat?

"Ojciec nauczył mnie, że szacunek dla zabijanych zwierząt jest bardzo ważny, że powinniśmy się zastanowić, zanim pociągniemy za spust, i że marnotrawstwo jest złe." [s. 167]

Zachwycił mnie research, którego musiała dokonać Karen Dionne do napisania tej książki. Jest w niej wiele szczegółów dotyczących dzikiego życia Górnego Półwyspu. Z pewnością było to łatwiejsze, bo wcześniej także tam mieszkała. Niemniej w książce na każdym kroku widać, jak dopracowane są opisy zwierząt, natury i czynności, które trzeba wykonać, aby przeżyć na moczarach. Nawet jeśli nie porwie czytelnika fabuła książki sama w sobie, to porywa go drobiazgowa kreacja przedstawianej rzeczywistości. 

"Cały stan porastały kiedyś przepiękne sosny czerwone i sosny wejmutki. Tak było niemal do końca XIX wieku, kiedy to potentaci przemysłu drzewnego uznali lasy klimaksowe za swoją własność i przystąpili do spławiania jeziorem Michigan drewna na budowę Chicago." [s. 227]

 

Karen Dionne stworzyła wielowarstwową powieść, która wciąga w inny sposób niż większość thrillerów. Postawiła na opowieść-pamiętnik, która zgrabnie porównała życie przed i życie po pobycie Heleny na Moczarach. Co ważniejsze - "Córka króla moczarów" ujmuje wiele psychologicznych problemów. Zaczynając od porwania i przetrzymywania, kończąc na uzależnieniu, miłości i niedopasowaniu do społeczeństwa. A to wszystko w powolnej retrospekcji, która płynnie nadąża za przedstawianą rzeczywistością. Zdecydowanie polecam!

© Żukoteka - recenzje książek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci