Menu

Żukoteka - recenzje książek

Żuk czyta książki

Jak to jest z tą Zoną? "Wedle zasług" Sławomira Nieściura

zukoteka

Zona to nie miejsce dla niewprawionych w boju. Zona zdradzi Cię w najgorszym możliwym momencie. Odsłoni wszystkie Twoje słabości. A po wszystkim wypluje kilka artefaktów. To one sprawią, że wrócisz. I będziesz wracał. Dopóki nie zostaniesz w niej na zawsze.

Wedle zasług Sławomir Nieściur

Podobnie jak "Ostatniego zeżrą psy", tak i "Wedle zasług", zaczyna się dokładnie w tym samym momencie. Kwiecień 2006 roku przyjdzie zapamiętać wszystkim przedstawianym bohaterom jako katastrofalny w skutkach czas popełniania dziwnych błędów. Późniejsze rozdziały dzieją się w 2016 roku, gdzie wszyscy próbują przeżyć każdy następny dzień spędzony w pobliżu Zony.

Spotykamy na swojej drodze Rybina i Jusupowa, łowczych na zleceniu wojska. Mieli tępić wilki - szare czarnobylskie. Bydlaki składają się niemal z samych mięśni. Przerosły zwykłe wilki co najmniej kilkukrotnie. Atakują ludzi i podróżują w watahach. Idealne zadanie dla myśliwych. Problem pojawia się wtedy, gdy sami myśliwi stają się zwierzyną łowną...

Dobrze jest u Nieściura pokazany fakt, że wejście do strefy wcale nie jest ani proste, ani legalne. Stalkerzy, którzy mają pozwolenia od wojska na poruszanie się po Zonie są uważani za farciarzy. Reszta liczy na łut szczęścia. Ale bez odpowiedniego szpeju nie ma czego tam szukać. Pierwszy lepszy mutant, nawet wyglądający jak przerośnięty Gizmo, zje na śniadanie każdego, kto nie będzie wystarczająco ostrożny. A ostrożność to pierwsza wymagana cecha każdego Stalkera. 

 

" - Wedle zasług, gnoju - mruknął do siebie Waruchin, mierząc w kierunku nieruchomej postaci, wbitej impetem upadku w młodniak." [s. 102]

 

Rybin i Jusupow - niezmordowani łowczy

Po lekturze "Ostatniego zeżrą psy", wiedziałam, że to oni będą moimi ulubionymi postaciami z uniwersum Nieściura. Aczkolwiek rywalizują o moją sympatię z Waruchinem, który bardzo przypomina sierżanta Petrenko z powieści stalkerskich Krzysztofa Haladyna. Sławomir Nieściur stworzył w swoich dwóch powieściach postaci, które nie są jednoznaczne. W jednym rozdziale odbiorca chce żeby przeżyli. W następnym życzy im jak najgorszej anomalii na swojej drodze. I nie mówię tu tylko o pobocznych bohaterach, którzy potrafią być niezłymi sukinsynami. 

Za co cenię Jusupowa i Rybina? Za lojalność wobec siebie. To z nimi chciałoby się podróżować w Zonie, nie z grupą Mietkina. Wolałabym też z nimi niż z Waruchinem. Choć ten ostatni ma w sobie wiele dobrych cech, to chyba nie byłabym pewna, czy mogę spokojnie zasnąć, zostawiając go na warcie. Poza tym myśliwi lepiej znają Zonę. Waruchin w niej bywał, ale nigdy jako stalker, zawsze jako wojak. A co wojsko wie o Zonie? Tyle co powiedzą im stalkerzy. 

"- Zabrała wszystko - powiedział cicho. - Cały czas tak robi. Co masz najcenniejszego, ważnego, wszystko zabierze. I nic, kurwa, w zamian. Garść błyskotek na zanętę rzuci i już cię ma. Idziesz i płacisz. Ciągle płacisz." [s. 187]

Anomalii nie można lekceważyć

Opisy najróżniejszych anomalii to coś, co urzekło mnie w stalkerskich opowieściach. Anomalie są czasem tak niepozorne, a tak diabelsko śmiertelne, że tylko czyta się o nich przyjemnie. Sławomir Nieściur opisuje je tak obrazowo, że nie trzeba wysilać wyobraźni, aby widzieć przed oczami te wyrzucane z ogromną silą ciala z trampoliny. To właśnie anomalie pozostawiają po sobie artefakty, czyli skarb dla każdego stalkera. Iluż to już umarło, by je zdobyć?

Gorsze od anomalii grawitacyjnych są twory oddziałujące na naszą psychikę. Jeśli początkujący stalker nie będzie wiedział co robić, gdzie nie patrzeć lub czego nie dotykać, spotkanie z takimi wytworami Zony z pewnością zakończy się śmiercią w niewyobrażalnych męczarniach. 

"Przed pajęczynką nie było ucieczki. Anomalia materializowała się na ułamek sekundy w zupełnie przypadkowym miejscu w postaci opalizującej sieci, przypominającej naturalną, utkaną przez wyjątkowo dużego pająka. Pechowiec, który w nią trafił, najpóźniej po kilkunastu godzinach umierał tak, jak stał albo szedł, bez różnicy. Jakby coś wyłączało funkcje życiowe." [s. 94]

 

 Oczywiście wszystkie artefakty są cenne. Nie tylko ze względu na to, ile szpeju można za nie potem zakupić. Niektóre z nich mają niesamowite właściwości - kauteryzowanie ran lub leczenie drobnych obrażeń.

 "Skrętaki znakomicie tamowały krwawienie z drobnych ran" [s. 150]

Ludzkie abberacje czyli mutanty nigdy nie będą piękne

Mutanty są bardzo często kwestią umowną w Zonie - takie zostały bazowo wymyślone i są dostępne w wielu ksiązkach o tej tematyce. Przykładem mogą być człowiekopodobne istoty z maską gazową przylepioną do twarzy, które z tego okrutnego powodu jest nazywany snorkiem. Są bardzo niebezpieczne, bo umieją wysoko skakać, wyczuwają zapachy z bardzo dużą dokładnością i są niezmordowane w pogoni za swoją ofiarą. Podobnie jest ze ślepymi psami, one także są uniwersalne dla Zony. Podróżują watahami i nie odpuszczają, dopóki się nie najedzą. Wolą żywe potrawy od martwych, ale zadowolą się też tymi ostatnimi. 

Wplatanie ich obecności w Zonie w odpowiednich momentach jest najlepszą cechą powieści stalkerskich. Udawało się to z powodzeniem Haladynowi, udaje się także Nieściurowi. Nie ma w "Wedle zasług" przesadnie dużo mutantów. Ale jest ich wystarczająco wiele, aby brakowało amunicji i nie szło się łatwo wyleczyć po nieudanej obronie. O to chodzi! Zona jest niebezpieczna. To nie jest spacerek w otoczeniu piesków, które posłusznie odejdą po jednym wystrzale ostrzegawczym. 

Choć scena z burerem, który uśmiecha się jak Joker, była bezcenna. I prawie polubiłam wtedy Ryżego! Co ten Nieściur robi z człowiekiem...

"Dwutonowy mutant, budową ciała przypominający bezwłoswego, umięśnionego do granic możliwości leniwca, biegnąc na czterech wyposażonych w trzydziestocentymetrowe pazury kończynach, wpadł w środek formacji". [s. 140]

 

 

 

Nawet Sławomir Nieściur potrafi zaskoczyć. Walczycie z mutantami, przedzieracie się przez Zonę, a tu nagle:

"Pod stopami uginał się mech, wilgotny, bujny, którego monotonna zieleń upstrzona była bielą dziarsko kwitnących przylaszczek, za nic mających dominację drzewiastych sąsiadów. Nad tym wszystkim górowały buki i graby o gładkiej, niemal metalicznie połyskującej korze." [s. 198]

i czujesz się prawie tak, jakby czytała to na TVP Krystyna Czubówna. 

 

Podsumowując, "Wedle zasług" to bardzo dobra opowieść z uniwersum S.T.A.L.K.E.R. Pełna akcji, z dobrze przedstawionymi bohaterami i zgrabnie nakreśloną fabułą. Dodatkowo mnogość bohaterów powoduje, że Nieściur zgrabnie manipuluje emocjami odbiorcy. W jednym rozdziale możemy kibicować Waruchinowi, a w następnym nienawidzić go za to, co zrobił. Piękna sprawa! Jeśli czytaliście "Na skraju strefy" Krzysztofa Haladyna, to "Wedle zasług" z pewnością przypadnie Wam do gustu, Sławomir Nieściur pisze trzecią część przygód w Zonie. Nic tylko czekać!

© Żukoteka - recenzje książek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci