Menu

Żukoteka - recenzje książek

Żuk czyta książki

Jak nie zwariować w psychiatryku czyli „Głosy” Ursuli Poznanski

zukoteka

Szpital psychiatryczny w Salzburgu. Trudny oddział z przypadkami stresu pourazowego. Delikatność jest tutaj jedną z podstawowych zasad. I akurat tutaj ma miejsce tragedia, która wstrząsa posadami całego oddziału. Histeryzują pacjenci, co było do przewidzenia. Histeryzuje również ordynator, z pewnością martwi się o swoich podopiecznych, prawda?

 Głosy Ursula Poznanski

 

Wracam do policyjnych spraw Beatrice Kaspary i Florina Wenningera po bardzo udanym "Polowaniu". Urzekło mnie wtedy poprowadzenie fabuły i jednoczesne zaciekawienie czytelnika niestandardowym podejściem mordercy do łapania ofiar. Czytając książkę Ursuli łatwo się utożsamić z bohaterami i w oka mgnieniu kibicujemy sprawnemu rozwiązaniu okrutnej serii morderstw. Mając okazję przeczytania "Głosów", skwapliwie z niej skorzystałam. Powiem jedno: nie żałuję!

Zdziwiła mnie trochę sytuacja w sferze prywatnej Beatrice oraz Florina - w pamięci miałam zupełnie inne relacje oraz prywatną sytuację obojga. Naiwnie tłumaczyłam to sobie szybkimi posunięciami ze strony Ursuli Poznanski. Potem, dzięki Stworkowi zrozumiałam, że zostałam paskudnie wrobiona w czytanie trzeciego tomu cyklu. To niefortunne, zwłaszcza gdy czytelnik zakochał się w serii i wie, że chce znać wszystkie szczegóły z życia Beatrice i Florina, aby poznać ich lepiej.

Tym razem nasze drogi prowadzą do oddziału psychiatrycznego w Salzburgu. Nie żyje młody lekarz, z szerokimi ambicjami i potencjałem. Co się wydarzyło? Pierwsze skojarzenia, które rodzą się z naszych stereotypów, przynoszą na myśl tezę, że zabił pacjent. Przecież coś jest nie w porządku z jego głową, prawda? Może głosy w jego głowie kazały mu zabić? Beatrice i Florin muszą bazować nie tylko na zeznaniach lekarzy, lecz także pacjentów. Jak odsiać prawdę od wyobrażeń?

 

Chcesz wiedzieć jak zaczęła się policyjna przygoda Beatrice Kaspary – recenzja tutaj

 

Tarot i muzyka jako sposoby wychodzenia ze stresu pourazowego

Nie samym kryminałem człowiek żyje. A tym bardziej pacjenci oddziału psychiatrycznego Salzburskiego szpitala. Stres pourazowy to bardzo trudna przypadłość do wyleczenia. Ma wiele podłoży, z których może wyrosnąć. To nie tylko diagnoza wielu żołnierzy wracających z frontu. Może przytrafić się każdemu z nas, gdy przeżyjemy coś, z czym nasz umysł nie umie sobie poradzić. Medycyna alternatywna ma tylu zwolenników ilu przeciwników i nic tego nie zmieni. Jednym wydaje się stratą czasu i pieniędzy, inni nie mając już wyboru, sięgają po najdziwniejsze metody, które mogą im pomóc. Nie wszystkie metody alternatywne są respektowane przez lekarzy. Zawsze warto dopytać swojego lekarza o daną metodę i podchodzić do niej bardzo sceptycznie - obiecują wiele, ale trzeba umieć wyłuskać z tych obietnic prawdziwe możliwości. Prawdziwie oddana medycynie niekonwencjonalnej osoba nigdy nie będzie obiecywała cudów, gdy nie będzie mogła ich zapewnić.

Tarot kojarzy mi się z wróżeniem i wielkimi kartami, z których niektóre potrafią nieźle przestraszyć swoją grafiką i nazewnictwem. Okazuje się, że mogą też brać udział w terapii psychologicznej. Obrazy przemawiają do nas znacznie skuteczniej niż milion słów. Poszczególne opisy niektórych kart, razem z ich wizualizacją, mogą sprawić, że coś w naszym umyśle zaskoczy na właściwe mu miejsce.

Muzyka towarzyszy nam od zarania dziejów, w wielu formach. Czasem nawet gdy wcześniej nie odgrywała wielkiego znaczenia w naszym życiu, po urazie może mieć działanie uspokajające i otwierające umysł. Nie tylko słuchanie muzyki ma zbawienny wpływ na nasze zmysły, lecz także próba jej tworzenia. Na terapiach muzycznych, pacjenci dostają instrumenty muzyczne, z których następnie próbują wydobyć melodię bliską ich sercu. Wibracje, które towarzyszą brzmieniom muzycznym, pomagają wracać do zdrowia. Relaksują, redukują nagromadzony w organizmie stres i wykazują wiele innych działań terapeutycznych. Nic tylko słuchać!

Dalsze przygody Beatrice Kaspary

Pech chciał, że to trzeci tom przygód Beatrice Kaspary i Florina Wenningera. To skutecznie psuje możliwość odkrycia tego, co wydarzyło się pomiędzy. W przypadku takich serii, gdzie część kryminalna żyje swoim życiem, a obyczajowa swoim, trzeba liczyć się z koniecznością zachowania chronologii czytania. I ona została niestety zaburzona tym zabiegiem, być może niecelowym, ale co najmniej dziwnym. Media Rodzina, ja się pytam, dlaczego mi to zrobiliście?

W "Polowaniu", Beatrice odczuwało się jako zagubioną w życiu prywatnym i lekko rozkojarzoną w służbowym, życiu policjantkę. Jednak jej oddanie każdej sprawie, w którą zostaje zaangażowana sprawia, że automatycznie odbiorca uznaje ją za sympatyczną, z lekką nutą niesforności. Do czasu "Głosów" trochę dojrzała do tego, by nie brać na siebie każdego niepowodzenia. Już nie jest słabowitą Beatrice, którą wyprowadzał z równowagi każdy telefon byłego męża. Rozwinęła się także jako policjantka, która metodycznie sięga po swoje psychologiczne wykształcenie, choć w większości przypadków kieruje się swoją niezawodną intuicją. 

- (…) A potem to samo, co zawsze. Że nie mają niczego dotykać. Najlepiej, żeby przestali oddychać, kiedy zbliżą się do miejsca znalezienia zwłok, byle tylko niczego nie zanieczyścić.” [s. 12]

 

Kryminały z pomysłową intrygą

Najpierw geocache, teraz szpital psychiatryczny z mało oczywistymi przypadkami. Ursula Poznanski lubi intrygować czytelnika do samego końca. To nie jest prosty kryminał - zabito, szukamy sprawcy. Poznanski wychodzi poza schemat i karmi odbiorcę informacjami, które dla fabuły mogą nie zawsze mieć znaczenie, ale ubarwiają tradycyjne policyjne działania. Nie ma w "Głosach" nudy i chęci odłożenia książki na później. Wręcz przeciwnie - czytelnik sam szuka dalej informacji, które w książce są tylko zajawiane. Dajmy na to sam wątek stresu pourazowego, a zakończmy na leczeniu go metodą muzykoterapii. Wszystko to połączone z wątkiem kryminalnym stanowi wciągającą całość, która porywa od pierwszego momentu. 

Postaci poboczne zbudowane z pieczołowitością godną powieści fantasy

Jasmin, potężna kobieta, która nic nie mówi. Żadna jej reakcja nie sugeruje, że rozumie co się do niej mówi. Jest jak wielkie dziecko, które zawsze da się zaprowadzić za rękę. To ona była w pokoju, gdzie znaleziono pierwszą ofiarę. Świadek z niej żaden, ale Beatrice Kaspary ciągle ma nadzieję. Próbuje dotrzeć do Jasmin, co nie udało się wcześniej bardzo wykwalifikowanemu personelowi szpitala. Może pomoże muzykologia lub karty tarota?

Maja Brem, zagubiona kobieta, która nadrabia brak pewności siebie i braku miłości, szukaniem kontaktu fizycznego na siłę. Przychodzi jej to z łatwością, bo jest piękną i wygadaną osobą. 

Ursula Poznanski nie zapomniała o lekarzach. Bardzo dobrze nakreśliła doktora Vasinskiego, którego niebieskie oczy wydają się świdrować ludzi i wydarzenia z nieprzeniknioną precyzją. Dobrze wykreowała postać doktor Plank, która w wielu aspektach jest podobna do samej Beatrice. Także sam ordynator nie zostaje pozostawiony sam sobie. Przywodzi na myśl polskich polityków, którzy chcą się na siłę wybić do góry, czasem omijając dobro swojego społeczeństwa.

Psycholog policyjny Kossar zyskuje na znaczeniu i rośnie w oczach Beatrice, co powitałam z nieśmiałą ulgą. Zastanawiałam się jak Ursula wybrnie z tego pojedynku osobowości. Bliski wydawał mi się również wariant, w którym Kossar po prostu zostaje relegowany i wraca na posterunek pewna monotonia i metodyczne przeszukanie świadków. Całe szczęście autorka uznała go za wartościową postać, która przywraca obiektywną perspektywę, gdy Beatrice lub Florin zaczynają ją tracić. 

Ursula Poznanski zaczarowała mnie geocachem w "Polowaniu", ale skutecznie zatrzymała mnie umiejętnością poprowadzenia fabuły w meandry, które czytelnik musi odkrywać sam, w "Głosach". Żałuję, że to trzeci tom, ale i tak połknę wszystkie, które zostaną w Polsce opublikowane. Warto!

© Żukoteka - recenzje książek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci