Menu

Żukoteka - recenzje książek

Żuk czyta książki

Przeczucie najlepszym zmysłem policjanta? „Przeczucie” Tetsuyi Hondy

zukoteka

Zostają odnalezione zwłoki w spokojnej dzielnicy Kanamachi. Komisarz Reiko Himekawa zostaje wezwana na miejsce, aby razem z zespołem sprawdzić wszystkie ślady. Porzucenie zwłok w tak uczęszczanym punkcie wydaje się nielogiczne. Czy sprawca zrobił to celowo? Na te i inne pytania Reiko odnajdzie odpowiedź w „Przeczuciu” Tetsuyi Hondy.

Tetsuya Honda Przeczucie medycyna sądowa Znak Literanova

 

Z reguły morderca szuka sposobu, aby skutecznie pozbyć się zwłok. A z Reiko trafiamy w taki ambaras, gdzie sprawca nie zadał sobie tego trudu. Choć ciało jest okaleczone, to nie ma jasnego motywu dlaczego w taki sposób. Zespół Reiko staje przed trudnym zadaniem odnalezienia mordercy, ale i poznania tożsamości ofiary, która mogłaby doprowadzić ich do śladu przestępcy.

Reiko Himekawa japońską Jane Rizzoli

Reiko jest komisarzem w Tokijskiej Policji Metropolitalnej w Wydziale Zabójstw, w Jednostce nr 10. Nadzoruje prace zespołu, w skład którego wchodzą sami mężczyźni. W naszej kulturze pewnie minęłoby sporo czasu, zanim osobowość kobiety zostałaby uznana za wystarczająco dobrą na takie stanowisko. W Tokio wystarcza fakt, że Reiko osiąga dobre wyniki w swoich sprawach, a pozycję ugruntowała sobie skuteczną pracą, a nie znajomościami. Podobnie jak Jane Rizzoli i Maura Isles, bohaterki książek Tess Geritssen, Reiko jest silną psychicznie osobowością, która bardzo skutecznie radzi sobie w życiu sama. Kolejną cechą wspólną jest magiczna intuicja, która pojawia się w odpowiednich momentach śledztwa.

W miarę postępu fabularnego odkrywamy, że historia wstąpienia Reiko do policji nie była prosta ani związana z przeznaczeniem. Pewne wydarzenia z przeszłości miały wpływ na jej postawę i ścieżkę kariery. Jakie? Dowiecie się z lektury „Przeczucia”. Jeśli nie poczuliście sympatii do Reiko od początku, komizm sytuacyjny na stronie 78 i 79 „Przeczucia” powinien skutecznie zmienić to nastawienie. Dodatkowy plus dla wydawcy za dobre rozróżnienie myśli Reiko od dialogów i narracji!

W przeciwieństwie do Kensaku Katsumaty, komisarza w Wydziale Zabójstw w Jednostce numer 5. On również zyskuje narrację w „Przeczuciu”, Reiko wydaje się ostoją ogłady i spokoju. Katsumata swoim zachowaniem nie przypomina standardowego Japończyka, który kłania się każdemu i stara się nie wyrażać zbyt donośnie swoich emocji. Być może specjalnie użyty kontrast powoduje, że Katsumatę darzy się negatywnymi odczuciami, chociaż trudno odmówić mu racji w wielu kwestiach. Stanowi on idealne dopełnienie Reiko, mimo iż nie pracują w jednym zespole.

Różnicę między bohaterami bardzo dobrze widać w stylistyce języka, którego Honda używa w dedykowanych im rozdziałach. Reiko to spokojne, ale jednocześnie pełne napięcia etapy pracy policyjnej, w której dominuje intuicja pani komisarz. Kensaku to wulgarne i bardzo emocjonalne rozdziały, epatujące wrogością do całego świata. Oba podejścia zmierzają do rozwiązania śledztwa, ale są zupełnie odmienne – świetnie, że widać to nie tylko w metodyce pracy, lecz także języku.

„Jeżeli Katsumata nie znosił kogoś bardziej niż mięczaków, którzy nie potrafili mu się postawić, to właśnie zadzierających nosa skurwysynów, którzy upierali się przy swoim.” [s. 136]

Morderca, który nie jest czarnym charakterem

Podobnie jak w „Belfrze” Kateriny Diamond, tak i u Tetsuyi Hondy, przez całą lekturę powieści odczuwamy wyraźne współczucie do złego charakteru. Nie uważamy go za jednoznacznie czarną postać, która zasługuje na karę. Co więcej – mordercę możemy poznać już od pierwszych stron książki. Każdy, kto czyta odpowiednio dużo powieści kryminalnych, nie będzie miał z tym problemu. Ten motyw nie przeszkadza w czerpaniu przyjemności z lektury „Przeczucia”. Dlaczego? Wszystkie informacje, które zbiera Jednostka nr 10 okazują się prowadzić zupełnie innym tropem! Oni nie wiedzą tego, co wie czytelnik i oglądanie ich pracy z tej perspektywy jest intrygujące.

Kreacja sprawcy bazuje na skomplikowanej przeszłości, trudnej teraźniejszości i braku perspektyw na przyszłość. Ot, jak duża część przestępców. W tym przypadku morderstwa nie są nacechowane żadnym konkretnym kierunkiem. Policja nie umie połączyć ze sobą tych dziwnych kropek, które z perspektywy czytelnika też rozjaśniają się dopiero na samym końcu. To, że znamy mordercę, nie oznacza, że znamy jego motywy.

„Głos bulgocze niczym maź cieknąca z rury kanalizacyjnej. Dobiega ze słabo oświetlonego pokoju na końcu korytarza. Sprawia mi taką samą radość jak karaluch wgryzający się w mózg. Zatykam uszy. Nie odpowiadam.” [s. 10]

Wciągająca praca policyjna mimo powolnej akcji

O książce może świadczyć moja ilość zakładek – łącznie 34. Nie ograniczały się one do dobrych cytatów, których można użyć w recenzji. Dotyczyły często aspektów medycyny sądowej lub kultury japońskiej, o której  nie miałam do tej pory większego pojęcia. To fascynujące, gdy nagle czyta się o kulturze, gdzie każdy kłania się drugiej osobie. O tym jak nisko, decydują już różne czynniki. Przyzwyczajenie do tego motywu zajęło mi chwilę, a potem wydawało się bardzo naturalne. 

Tetsuya Honda sprawnie zamieszcza wiele wtrętów, które pozwalają czytelnikowi poznać sposób pracy policji oraz samą hierarchię w niej istniejącą. Razem z bohaterami uczestniczymy w odprawach, które rzadko są pokazywane w książkach. Zazwyczaj jest to jeden detektyw, tudzież para detektywów pracująca nad rozwiązaniem danej sprawy. W przypadku morderstwa z „Przeczucia” zaangażowany zostaje zespół Reiko nazywany Dziesiątką. Po kolejnych odkryciach w ramach śledztwa do Dziesiątki dołącza Piątka i jest jeszcze ciekawiej niż w pracy z jednym zespołem. Kooperacja, rywalizacja i równolegle chęć złapania mordercy powodują, że emocje buzują i ledwo trzymają się w ryzach, które są budowane w japońskiej kulturze.

Bardzo sympatycznym dodatkiem jest spis postaci na początku książki. Dzięki niemu przebrnięcie przez wstępną fazę śledztwa jest prostsze – japońskie imiona i nazwiska na początku sprawiały mi mały problem. Podobnie miałam ze skandynawskimi thrillerami, wiedziałam więc, że to przejściowa sytuacja. Jeśli wracamy do lektury po jakimś czasie będzie to także dużym ułatwieniem w przypomnieniu sobie hierarchii postaci uczestniczących w rozwiązaniu tej tajemniczej sprawy.

„W policji oceniano pracowników, odejmując punkty za popełnione błędy.  (…) W rezultacie bezużyteczni palanci, którzy nie popełniali żadnych błędów, ponieważ nie robili nic, mieli wyższe oceny niż oficerowie, którzy urabiali sobie ręce po łokcie, ale od czasu do czasu przytrafiały im się wpadki.” [s. 102]

Śledztwo, jak przystało na metodyczną pracę policyjną, zaczyna się od klasycznego przepytywania potencjalnych świadków. Honda wchodzi w takie szczegóły, jak podział na konkretne obszary i rozdzielenie odpowiedzialnych za to osób. Wszystkie informacje uzyskane z poszczególnych etapów są potem przedstawiane na odprawie. To jest naprawdę bardzo ważny element pracy – dzięki temu wszyscy mają jednakowe informacje. Unika się niedopowiedzeń, pracy na własną rękę. Ten ostatni proceder jest również eliminowany przez pracę w parach. Cokolwiek by się nie działo – wszyscy pracują parami.

„Śledztwo przypominało grę w go. Chodziło o to, żeby bezpiecznie dotrzeć pionami na koniec planszy, co osiągało się, przesuwają je wszystkie powoli i metodycznie do przodu. Himekawa wolała jednak śmiałe ruchy skakała po wielu polach, polując na piony przeciwnika.” [s. 129]

Coś dla fanów medycyny sądowej

Jak powiedział Kunioku w rozmowie z Reiko:

„Medycyna sądowa nie przypomina medycyny klinicznej. To nie jest dziedzina, w której dokonuje się szybkich postępów. U nas nie ma cudownych, przełomowych leków ani niesamowitego sprzętu. Dysponujemy jedynie danymi gromadzonymi w trakcie wykonywania niezliczonych sekcji oraz instynktem i wnikliwością, które przychodzą z doświadczeniem.” [s.19]

 

Do rozwijania medycyny sądowej są używane także ciała oferowane na cele medyczne. To w tym kierunku są tworzone farmy ciał, które zdecydowanie lepiej brzmią po angielsku. Sekcje, stawianie i sprawdzenie hipotez i dzielenie się uzyskaną wiedzą, to ogromna część pracy w medycynie sądowej. Tutaj nie ma żywych organizmów, na których można testować różne rozwiązania o odmiennej skuteczności. Może dlatego jest tak fascynująca?

W „Przeczuciu” Tetsuya Honda na odprawach policyjnych zawsze powraca do tematyki medycyny sądowej i kryminalistyki. Jako odbiorca powieści odnosimy wrażenie, że w tokijskiej policji przykładają się do tych aspektów bardzo starannie. Poznajemy ciekawy przypadek pierwotniaka Naegleria fowleri, który wywołuje pierwotniakowe zapalenie opon mózgowych i mózgu. Mieszka on w słodkich wodach i doprowadza do śmierci w ciągu 3 dni. Nie ma na niego jednoznacznego lekarstwa, a objawy zakażenia są podobne do grypy, więc ciężko go efektywnie zdiagnozować.

Inną ciekawostką z tej dziedziny jest nadmienienie o gigantyzmie gnilnym Caspra. Spokojnie można było tego nie wspominać i obarczyć czytelnika jedynie wizją napęczniałego od gazów gnilnych ciała. Doceniam ten zabieg, bo to u amatorów medycyny sądowej powoduje chęć eksploracji tych informacji, a czasem nawet weryfikacji tego, co autor napisał.

 „Były to nagie zwłoki mężczyzny. Obrzęknięta twarz, o połowę większa od normalne, zastygła w wyrazie wściekłości. Typowa oznaka gigantyzmu gnilnego Caspra.” [s. 106]

 

Tetsuya Honda w „Przeczuciu” zachęcił mnie do dalszego poznawania japońskiej literatury. Z pewnością zacznę od kryminałów, ale myślę, że nie tylko w tym gatunku znajdują się tamtejsze perełki. Jeśli lubicie skandynawską powolność akcji to ta książka jest dla was. Gdy kochacie medycynę sądową, „Przeczucie” przypadnie wam do gustu. Ta powieść to także świetna okazja do zapoznania się z pracą tokijskiej policji. Polecam!

© Żukoteka - recenzje książek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci