Menu

Żukoteka - recenzje książek

Żuk czyta książki

Gdy spokojnymi Suwałkami trzęsą brutalni gangsterzy czyli „Grzesznik” Artura Urbanowicza

zukoteka

Wiele regionów ma swoich gangsterów. W Suwałkach rządy po Grzegorzu Samielewiczu przejął Marek Suchocki. Z punktu widzenia mieszkańców nic się nie zmienia. Metody te same, tylko człowiek inny. Panowanie Marka wisi na włosku, kiedy Grzegorz wychodzi na wolność z więzienia. Z pewnością będzie chciał odzyskać swoje miejsce w Suwałkach. Kto z nich wygra tę wojnę?

 Grzesznik Artur Urbanowicz 

Po świetnym debiucie, mrożącej krew w żyłach historii z udziałem słowiańskich demonów – „Gałęziste”, Artur Urbanowicz wraca w pełni sił literackich. Obie książki łączy miejsce akcji, którymi są Suwałki. W „Gałęzistym” Artur wprowadzał czytelnika w przerażenie historiami o demonicznych postaciach.

Recenzję Gałęzistego znajdziecie tutaj

W „Grzeszniku” temat manipulacji również jest na porządku dziennym. Z tą różnicą, że na poziomie znacznie bardziej realnym niż leszy czy utopce. Urbanowicz poszedł tym razem w inną stronę. W najnowszej powieści prym wiedzie ciemna strona ludzkiej natury. Zło, które wyrządzamy innym w ciągu trwania naszego życia. Grzechy, które popełniamy z uśmiechem na ustach, by dziwić się, gdy inni czynią dokładnie tak samo. Marek Suchocki przekona się, jak okrutnie bolesna potrafi być karma, która zawsze do nas wraca.

 

Marek Suchocki aka Suchy czyli jak wygląda współczesny gangster

Suchy ma paskudny charakter, jak to człowiek z półświatka. Jego głównym zainteresowaniem, poza prowadzeniem „biznesów”, jest gra w piłkę nożną. Ot, klasyczne hobby polskiego mężczyzny. Z tym, że trzeba Markowi oddać sprawiedliwość – on faktycznie w nią gra, a nie tylko biernie ogląda. Pozycja zobowiązuje, i o formę trzeba dbać. Suchy ma dwójkę dzieci oraz piękną żonę. Wszyscy są przyzwyczajeni do luksusowego życia na poziomie wykraczającym daleko poza możliwości zwykłych śmiertelników.

Wiele życiowych aspektów w trakcie lektury „Grzesznika” zostanie u Suchego zredefiniowanych. Przyczynią się do tego nie tylko rozmowy z Samielem, ale także wydarzenia z codziennego życia, które w końcu zmuszą Suchego do refleksji nad takimi kwestiami jak dobro, zło ,czy empatia. Niemożliwe? A jednak! I to wszystko w jednej powieści, okraszonej masą strasznych momentów, które zapadają w pamięć lepiej niż nie jeden horror!

 „– Zapamiętaj sobie, że na przełożonych nie mówi się brzydko. Takie są zasady w tej firmie. Jakaś hierarchia i idące za nią tak zwane behavior codes muszą się zgadzać.”

Grzegorz Samielewicz aka Grzesznik lub Samiel dla swoich

Od momentu, gdy poznajemy Grzesznika, jasnym staje się fakt, że wygra tę wojnę tylko jeden z gangsterów. Kreacja Samiela w „Grzeszniku” jest misternym połączeniem czystego zła i psychologicznej manipulacji. Grzegorz jest idealnym psychopatą, dla którego emocje są słabością, której należy się pozbyć.

Każdemu żądnemu psychologicznych zawiłości ludzkiego umysłu spodobają się dialogi między Markiem a Grzegorzem. To w nich widać ogromną różnicę między nimi. Samiel to ten inteligentny, elokwentny, praktycznie nieużywający wulgaryzmów. Opanowany zawsze i wszędzie, nie dający się sprowokować. Suchy to pełen temperamentu i złych manier gangster drugiej kategorii, który w ogóle nie umywa się do klasy Samiela. Wielu czytelników zapewne wybierze Samiela w tym pojedynku. Jednak od początku lektury byłam zwolenniczką Marka. Mimo jego bezduszności i okrutnego charakteru. Samiel wydawał mi się zbyt…idealny.

„(…) narodził się „Grzesznik” – nowy pseudonim Grzegorza, nadany mu na cześć jego brutalnych i bezkompromisowych dokonań, a do tego ładnie współgrający z imieniem. Ksywka ta stała się o wiele bardziej rozpoznawalna niż „Samiel”, choć oryginalnej nadal używano w gangsterskich kręgach.”

Jak skutecznie przestraszyć czytelnika?

Z pewnością nie rozchlapując hektolitrów krwi na każdej stronie. Bardziej wybredny czytelnik oczekuje autentycznego strachu, odczuwanego przy lekturze kolejnych stron powieści. Zarówno w „Gałęzistych”, jak i „Grzeszniku” pisarz umiejętnie serwuje napięcie, usypiając czujność odbiorcy. Nagłe zwroty akcji przeplatają się ze spokojniejszymi rozdziałami, w których dostajemy więcej warstwy obyczajowo-psychologicznej.

Artur Urbanowicz przerazi czytelnika znakomitymi opisami, które rozbudzają wyobraźnię do tego stopnia, że momentami chce się zamknąć książkę, aby to zło nie wyciekło. Muszę przyznać, że najbardziej boję się klaunów. Ale postaci chodzące po ścianach, ciemność, która nigdy nie jest pusta – te elementy potrafią skutecznie wystraszyć amatora horrorów. To kwestia czystej psychologii. Boimy się ciemności, bo dobrze w niej nie widzimy, więc nasz umysł dopowiada sobie rzeczy, których najczęściej w ogóle nie ma. Nagle słyszymy jakieś szelesty. Wydaje nam się, że widzimy czyjeś oczy w oddali, a latarnia, którą mijamy dziwnie miga. To naprawdę wystarczy, abyśmy zaczęli niemal biec do bezpiecznego miejsca. Tak samo jest w „Grzeszniku”. Momentami chcielibyśmy jak najszybciej dotrzeć do bezpiecznej strony, w której nie czają się żadne potwory.

„Zastał Iwonkę w najbardziej zacienionym kącie pokoju. Nie w łóżeczku, nie na podłodze. Zwisała z sufitu głową w dół, siedząc do góry nogami na czworakach. Bez ruchu, jak posąg. Wyglądała jak jakiś gigantyczny owad, mucha albo pająk. Jak ogromne, przyklejone do sklepienia gniazdo os albo kokon. Jak pieprzona, dziewczęca imitacja Spider-Mana ubranego w piżamę jego córki.”

Podsumowując, „Grzesznik” to bardzo dobra powieść sensacyjna z wieloma elementami fantastyki oraz thrillera psychologicznego. Idealna pozycja, aby nauczyć się sztuki manipulacji w praktyce. Bardzo dobra dla każdego, kto lubi się bać i szuka do tego dobrej oprawy fabularnej. Dobra dla polecenia każdemu, kto mówi, że nie lubi polskich autorów. Po tej lekturze trudnie będzie dalej powtarzać to twierdzenie! Jeśli „Gałęziste” przypadło Ci do gustu – „Grzesznik” dostarczy co najmniej tyle samo przyjemności z lektury. Arturze, czekam na następną powieść!

Porównanie "Gałęzistego" i "Grzesznika" dopiero jak dorwę się do edycji papierowych.

Wyniki Book Tour z "Trzecią" Magdy Stachuli! >

< Przeczucie najlepszym zmysłem policjanta? „Przeczucie” Tetsuyi Hondy

© Żukoteka - recenzje książek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci