Menu

Żukoteka - recenzje książek

Żuk czyta książki

Medycyna sądowa po niemiecku w najnowszej „Identyfikacji” Michaela Tsokosa

zukoteka

Federalny Urząd Kryminalny ma pełne ręce roboty. W ich rękach spoczywa dobre imię CIA, nad którą wisi oskarżenie o niemiecką wersję tortur waterbordingu. Młoda kobieta zostaje porwana przez psychopatę, który najwyraźniej chce maksymalnie zużyć jej ciało, zanim się go pozbędzie. Jakby tego było mało, doktor Fred Abel zostaje wysłany w trybie konsultacji do dziwnej sprawy w Naddniestrzu. Medycyna sądowa dawno nie była tak intrygująca!

Identyfikacja Fred Abel Michael Tsokos

W „Smaku śmierci” Michaela Tsokosa poznaliśmy dr Freda Abla, który specjalizuje się w oddawaniu głosu umarłym. Jego umiejętności z zakresu medycyny sądowej pozwalają na wyciąganie szeroko zakreślonych wniosków dotyczących samego śledztwa. Za to jest ceniony pośród policjantów, współpracujących z nim przy konkretnych zbrodniach. Każda sprawa wymaga ogromnego skupienia, wielkiej dozy cierpliwości w poszukiwaniu nawet najmniejszych śladów i poszlak. A łączenie ze sobą poszczególnych puzzli wymaganych do odnalezienia sprawcy jest czymś, co spędza sen z powiek nie tylko stróżom prawa. A w "Identyfikacji" Abel ma przed sobą ciężkie przypadki, podejrzane przypadki i dużo dyplomatycznej przeprawy. A to wszystko okraszone bardzo dużą dozą medycznego żargonu, który czyta się z przyjemnością, mimo jego makabrycznych powiązań.

Oparta na faktach

Michael Tsokos po raz kolejny ujawnia ciekawe fakty w Podziękowaniach na końcu „Identyfikacji”. Okazuje się, że historia, w którą zostaje zamieszany dr Fred Abel, miała miejsce naprawdę. Autor, jako profesor medycyny sądowej został poproszony o konsultacje w jednej z byłych republik ZSRR, gdzie zostały znalezione zwłoki z beczkach z niegaszonym wapnem. Wiele faktów, które spotkały go w czasie tamtej sprawy, zostało przeniesionych do fabuły „Identyfikacji”, nadając jej naprawdę wiarygodnego charakteru. Choć równocześnie dostajemy na talerzu kilka spraw, które nie łączą się ze sobą, to jest to w zupełności uzasadnione w przypadku książek medyczno-sądowych.

Także Naddniestrze, w którym Tsokos osadził część akcji, jest istniejącym państwem, które faktycznie ma pewne problemy z własną suwerennością. Ogłosiło ono swoją niepodległość w 1990 roku, ale na arenie międzynarodowej nie jest uznawane za niepodległego aktora. Raj dla przemytników z zamkniętymi granicami z wielu stron, m.in. ukraińskiej. Takie miejsce wydaje się idealne zarówno do osadzenia akcji książki kryminalnej, jak i istnienia faktycznie wielu grup ze świata przestępczości zorganizowanej.

„W tym zawodzie na człowieka sypały się całe kubły psychicznych odpadków. Kiedy zbrodniarze, zwłaszcza seryjni mordercy otwierali woje wnętrze, to dla ich słuchacza było to, jak rozwarcie bram piekła. Wypełzały z tego koszmarne potwory i demony, a człowiek, nawet przy całym swoim profesjonalizmie, nie był w stanie zapobiec temu, żeby kilka z nich nie wskoczyło do jego wnętrza.” [s. 157]

Idealna dla amatorów profesjonalnych sekcji

Niegaszone wapno mogłoby wydawać się idealnym sposobem na pozbycie się zwłok. Zwłaszcza jak nie mamy pod ręką pieca krematoryjnego lub piły mechanicznej, by pociąć je na mniejsze kawałki. Ale wapno niestety nie sprawia, że zwłoki magicznie znikają. Skutecznie miałoby uniemożliwiać identyfikację i niszczy tkanki, co jest powodem jego szerokiego wykorzystywania wśród przestępczości zorganizowanej. Pech chciał, że wielokrotne badania w polu medycyny sądowej na różnych zwierzętach – gołębiach oraz świniach – pokazuje, że wapno pomaga zachować je w zdecydowanie lepszym stanie niż brak wapna.

W takich momentach zapominamy także o ważniejszej cesze wapna – zapobiega chorobom w sytuacjach epidemii. Jest też idealne do dezynfekcji i odkwaszania gleb, ale wiadomo, że brzmi ciekawiej w zestawieniu z ukryciem zwłok!

Fred Abel zostaje poproszony o  konsultację w sprawie, w której ciała zostały ukryte właśnie w wapnie niegaszonym. Istnieje podejrzenie, że ofiary za życia były spokrewnione z ważnymi osobistościami w naddniestrzańskiej dużej korporacji. Historia takich znalezisk nigdy nie jest jednowarstwowa i umiejętność odnalezienia tej warstwy, która jest odpowiedzialna za te betonowe ofiary z pewnością przyniesie Ablowi masę problemów. Nie tylko związanych z ich identyfikacją, ale o tym dowiecie się sięgając po ten kryminał osadzony głęboko w medycynie sądowej.  

„Natomiast doświadczeni lekarze medycyny sądowej z tej gamy zapachów śmierci odczytywali niekiedy istotne informacje, na przykład o uszkodzeniu nerek z ich ostrym, zawierającym amoniak zapachem czy też o zaawansowanej cukrzycy z jej słodkawymi oparami, jakie wydobywały się z rozciętych organów, budząc skojarzenia z przejrzałymi owocami.” [s. 34]

Szerokie możliwości wykorzystania znajomości medycyny

Bo przecież nie musi ona służyć wyłącznie do leczenia, prawda? Tsokos stworzył przestępcę, którego psychopatia rozwijała się powoli i mogła zostać wykryta znacznie wcześniej. Wszystko wymagało jednak odpowiednich okoliczności, a takie nie nastąpiły. Do czasu.

Barry, bo pod takim imieniem go poznajemy, ma specyficzne potrzeby seksualne. Pytanie – czy jego rozbuchana seksualność jest przyczyną jego problemów, czy może jest po prostu jednym z elementów jego rozchwianej osobowości. Barry ma ogromny problem z kontrolowaniem swojej agresji i jednocześnie nie umie spełniać się seksualnie inaczej niż podczas brutalnego seksu. Ale, powiecie, przecież sadomasochistyczne usługi istnieją, więc w czym problem? Otóż niekoniecznie obejmują one wszystkie ulubione sztuczki Barry’ego. Najbardziej upaja go strach. Śmiertelny strach jego ofiary.

Choć ten wątek nie jest integralną częścią fabularną i spokojnie mógłby być dołączony do którejkolwiek części przygód dr Abla, to wydaje się idealnie zazębiać z ponurą atmosferą panującą w Federalnym Urzędzie Kryminalnym. 

Druga część spraw kryminalnych z udziałem niemieckiego zespołu specjalistów medycyny sądowej jest równie wciągająca jak pierwsza. Ciut bardziej przerażająca, bo jeszcze bardziej działa na wszystkie możliwe zmysły (zwłaszcza przygoda nad Dniestrem). Podobnie jak pierwsza, ma w sobie wiele prawdy, ale jednak w „Identyfikacji” akcja nadaje tempa nie tylko wydarzeniom, ale także pulsowi czytelnika podczas lektury.

 

Recenzję „Smaku śmierci”, pierwszej powieści o doktorze Fredzie Ablu, znajdziecie tutaj.

Fragment „Identyfikacji” przeczytać możecie na stronie Wydawnictwa Amber.

© Żukoteka - recenzje książek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci