Menu

Żukoteka - recenzje książek

Żuk czyta książki

Z Auschwitz nad Adriatyk, czyli jak napisać o obozach koncentracyjnych w zupełnie innym brzmieniu

zukoteka

O obozach koncentracyjnych napisano już wiele książek. Autobiografie, biografie, opowieści bazujące na wspomnieniach. „Wakacje nad Adriatykiem” są inne. To przeplatająca się rzeczywistość obozowa ze zwykłą wakacyjną historią. Czy taka kompozycja mogła się udać? Tak, jeśli napisała ją Zofia Posmysz.

Zofia Posmysz Wakacje nad Adriatykiem

Bohaterka i jednocześnie narratorka tej opowieści opowiada historię swojego zniewolenia przeplataną wolnością w czasie wakacji nad Adriatykiem. Ten wszechobecny kontrast sprawia, że wpadamy w wir prezentowanych wydarzeń i skojarzeń, które je przywołały. Raz po raz razem z młodą bohaterką wracamy do kolonii, gdzie Rycerze pilnują pokoju, a Rycerze-psy zjadają niegrzecznych i niewystarczająco sprawnych. Losy tej młodej postaci przeplatają się z inną kobiecą bohaterką, której nadane zostało miano Ptaszki.

Główną bohaterkę cechuje elastyczność i umiejętność dostosowania się do nowych warunków. Warunków, w których człowiek staje się nic nie znaczącą liczbą. Traci swoje wcześniejsze życie, stanowiska, często także rodzinę. Aby przetrwać musi o tym zapomnieć i przyjąć nowe za teraźniejszość. Aby uprościć sobie narrację można tę bohaterkę nazywać w myślach Sekretarką. Dowiecie się dlaczego po lekturze powieści.

"Wakacje nad Adriatykiem" to podróż w głąb ludzkiej psychiki. Od Zofii Posmysz dostajemy solidną dawkę emocji i sytuacji, które zmuszają do refleksji. To nie jest łatwa lektura, ale jest zdecydowanie ważna w swoim przekazie i warta polecenia ze względu na piękno tego literackiego dzieła. 

„Tutaj myślenie skończyło się, a wszystkie funkcje kory mózgowej sprowadzone zostały do roli służebnej wobec instynktu życia.” [s. 53]

Ptaszka i próby jej ratowania

Ptaszka jest tym słabym ogniwem. Drobna, wątła, z widoczną depresją i niechęcią do akceptacji obecnego stanu rzeczy. Zatraca swój instynkt przetrwania i nie umie go sama odzyskać, czym budzi instynkt opiekuńczy Sekretarki. To ona ratuje ją z wielu sytuacji, które mogłyby skończyć się dla nich obu tragicznie. Często widzimy tę irytację, którą Ptaszka budzi u Sekretarki. Tę chęć nakrzyczenia na nią, aby przestała się mazgaić. Wielokrotnie następują próby przekazania jej w ten czy inny sposób odrobiny woli przetrwania i zrozumienia sytuacji, w której się znalazły. Tej nieuchronności zniewolenia i konieczności walki ze śmiercią czyhającą na każdym kroku. 

Czasem sytuacja się odwraca i to Ptaszka ratuje Sekretarkę. Gdy to ona traci wolę istnienia, Ptaszka przejmuje na siebie jej rolę. Taki zabieg obserwujemy wielokrotnie w naszym życiu. Przyzwyczajamy się do ról, które przyjmują osoby z naszego otoczenia i gdy je wytracają czujemy się dziwnie. Chcemy by było jak dawniej. Dlatego sami nakładamy daną maskę, aby obudzić ponownie daną osobę.

 

Zofia Posmysz to mocne spojrzenie na obozy, a jednocześnie pełne kwiecistego języka

Zofia Posmysz przeżyła Auschwitz, Ravensbruck i Neustadt-Glewe. Wytrwała w tych ekstremalnie trudnych warunkach, bo chciała przeżyć. Umiała, podobnie jak bohaterka książki, zamienić przedobozową rzeczywistość na tą obozową i nie wracać myślami do przeszłości. Do dziś udziela wywiadów o tych strasznych czasach i do dziś nie umie o nich zapomnieć. Bo jak można to wyrzucić z pamięci? Zrozumiecie to czytając tę książkę.

„Wakacje nad Adriatykiem” są niemal poetyckim wyrazem obozowej rzeczywistości. Tutaj nie ma Auschwitz. Są Kolonie. Nie ma wrogich spojrzeń esesmanów, jest niespokojny wzrok Rycerzy. To nie jest proste przedstawienie faktów i zachodzących tam relacji. Nie dochodzimy wprost do sedna tej morderczej historii. Na każdej stronie znajdziemy zdania wielokrotnie złożone, które odstraszą niewprawnego czytelnika lub go zanudzą, jeśli szuka sedna już od samego początku. Do tej literatury trzeba dojrzeć emocjonalnie, bo jest ona bardzo trudna. Przez to jest jednocześnie niesamowicie piękna i szokuje zdecydowanie bardziej niż wypełnione faktami książki o masowych mordach z czasów II wojny światowej.

Doskonale wplecione w wakacyjną scenerię sceny rodem z Oświęcimskiego piekła dają tak ogromny kontrast, że książkę czyta się z wielkimi emocjami. W jednej chwili możemy być w otulonej adriatyckim słońcem przestrzeni razem ze swoimi znajomymi, za chwilę lądujemy w chaszczach wśród zimnej breji wodnej sięgającej połowy ud, w której trzeba pracować aż się padnie. Nie ma w tej opowieści jasnego podziału między jedną historią, a drugą, co może wprawić niektórych czytelników w dyskomfort, ale właśnie o to chodziło autorce. Tu nie miało być jasnego oddzielenia, lecz przeplatana wizja teraźniejszości i przeszłości, która nieustannie powraca. Wystarczy jedno skojarzenie, jedna podobna osoba, podobny moment lub ta sama muzyczna nuta – w jednej sekundzie wraca cały horror, który był kiedyś udziałem Ptaszki i Sekretarki.

 

„Wakacje nad Adriatykiem” byłyby znakomitym uzupełnieniem kanonu lektur szkolnych. To jedna z tych książek z gatunku literatury pięknej, która uczy empatii, nabierania dystansu i pokazuje wiele twarzy tej jednej, obozowej martyrologii ludzi. To przepiękna literatura, która uczy, wzrusza i pozostawia wiele refleksji po jej lekturze.

„(…) najpierw robisz to za pajdkę chleba, płaczesz potem, a może nie, w każdym razie dopóki jesz ten chleb, nie czujesz ani łez, ani dławienie w gardle, ani niczego, co by świadczy o funkcjonowaniu twojego sumienia, tylko smak chleba w ustach, w całym ciele smak chleba, wszystkie zmysły uczestniczą w wielkim akcie konsumowania i kontemplacji konsumowania (…)” [s. 81]

© Żukoteka - recenzje książek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci