Menu

Żukoteka - recenzje książek

Żuk czyta książki

O ważnych życiowych rozterkach z jajem w "Dwoje nie do pary" Olivii S.

zukoteka

Uwielbiamy czytać o problemach innych ludzi. Nie lubimy, gdy przytrafiają się one nam, ale życie lubi zrzucać pecha na niesforne ofiary. Poznajcie dziewczynę, która z tych problemów wychodzi obronną ręką cynicznej wersji Bridget Jones.

Dwoje nie do pary Olivia S.

Nasza bohaterka, nazwijmy ją O., jest nowoczesną kobietą, która w życiu odnosi zarówno sukcesy, jak i porażki. Zależy od pory dnia, strefy prywatnej lub zawodowej, tudzież od nastroju. O. wciąga nas w wir wydarzeń, które mają miejsce w jej życiu. Przedstawia nam swojego męża – R., który niezmiennie romantycznie powtarza, że będą razem na zawsze. Ich żarty i rozmowy absolutnie nie wydają się pisane na potrzeby książki. Raczej to książka jest zapiskiem nawet najintymniejszych chwil z ich życia. Czytelnik zaś staje się obserwatorem, wchodzącym z kamerką i mikrofonem do czyjegoś, całkiem udanego związku. A jest na co patrzeć i nad czym się zastanawiać!

Dzięki pierwszoosobowej narracji „Dwoje nie do pary” nabiera charakteru bardzo intymnego dziennika. Te zapiski czyta się błyskawicznie, bo są bardzo realistyczne. Żywcem wyjęte z życia wielu z nas fragmenty połączone w spójną i zabawną całość.

„ Okazuje się, że jest coś takiego jak miejski koks. Dres, łysy, napakowany, ale jednak wykształcony, z kwasem hialuronowym w ustach, pstrykający sobie fotki w samolocie niczym rasowy celebryta.” [s. 91]

O związkach i miłości

Współcześnie z jednej strony mamy wielbicieli filozofii slow life, którzy twierdzą, że zabija nas szybkie życie, stres i szybki seks. Z drugiej mamy fanów adrenaliny, sportów ekstremalnych i pięknych samochodów. Wydaje się, że w żadnej z tych ścieżek nie ma miejsca na prawdziwą miłość. Taką, jaką prezentują staruszkowie trzymający się za ręce, wzbudzając w wielu z nas szczere wzruszenie. Płynnie przeszliśmy fazę stabilizacji i z wieloletnich związków jesteśmy na etapie szybkich randek i ostrego seksu.

Razem z bohaterką zastanawiamy się gdzie jest granica i czy miłość umiera, gdy chemia między nami się wyczerpuje. Ona sama żyje w związku z R., który stanowi jednocześnie jej przeciwieństwo i dopełnienie. Wspólnie z czytelnikiem zastanawia się, czy istnieje związek „na zawsze” i dlaczego tak łatwo umiemy rozstać się z drugą osobą. Unikamy kompromisów, szukania rozwiązań, zamiast tego wolimy poszukać po prostu nowych bodźców, nowego początku. Bo to zawsze te pierwsze momenty są najpiękniejsze i najbardziej wypełnione endorfinami. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy to jedyna rzecz, której potrzebujemy i która przyniesie nam satysfakcję.

Olivia S. w „Dwoje nie do pary” porusza wiele tematów, o których myślimy, czasem rozmawiamy, a niekiedy po prostu zapominamy, mając nadzieję, że same odejdą. Bezpardonowo wchodzimy z O. do jej łóżka i dostajemy na tacy wiele naszych współczesnych problemów. Brak akceptacji, nadmierna akceptacja, pożądanie, brak pożądania. Dla niej nie ma tematów tabu, bo wychodzi z założenia, że wszystko jest dla ludzi.

„Czy to nie przerażające, że ludzie budują relacje z drugą osobą, którą rzekomo kochają, ale nie mają później skrupułów, aby się z nią rozstać? Tak jakby nic ich nigdy ze sobą nie łączyło. Tak jakby wszystko było udawane.” [s. 6]

 

O akceptacji i zmianach

W życiu nie ma czegoś takiego jak równe szanse. Owszem, bywały takie radosne przyśpiewki ze strony wielu rządów, polityków i wolontariuszy chcących poprawić życie społeczeństwa. Sprawmy, aby wszyscy byli równi! Ale wiemy wszyscy, że jedna świnia jest równiejsza od drugiej, prawda? Takie wizje może mogą być realne w państwie, które jest dojrzałe i umie docenić taką koncepcję. Z pewnością takie spojrzenie nie jest w naszym kraju nadal ani powszechne, ani łatwo osiągalne. O. wspomina o różnych szansach i zaprzepaszczonych możliwościach. Wymusza na czytelniku refleksje nad tym, jak on chciałby pokierować swoim życiem, aby nie przeciekło mu przez palce.

O. wspomina o akceptacji. Dla niej są co najmniej dwa stany: nadmierna akceptacja oraz brak akceptacji. Najlepszy jest złoty środek, czyli umiarkowana akceptacja zastanego stanu rzeczy. Zbyt dużo tego przyzwolenia powoduje, że przestajemy się starać. To nie dotyczy tylko związków, które totalna akceptacja może zabić. Tą złotą zasadę możemy zastosować wszędzie i, jak przyjrzymy się życiu z dystansem, zobaczymy, że faktycznie tolerancja na pewne kwestie powinna mieć swoje granice.

Brak akceptacji zabija związek, a niejednokrotnie może zabić i jednostkę. Są rzeczy, na które mamy wpływ i te powinniśmy zmieniać, rozwijać w kierunku, którego pożądamy. A są też takie, których za żadne złotówki nie będziemy w stanie kupić ani wyczarować. Nad takimi można ciut podywagować, ale nie warto się zagłębiać w próby ich zmiany – skończą się frustracją i brakiem seksu na co najmniej tydzień!

„Niestety, akceptacja bywa zwodnicza, oznacza bierność. Jeśli coś chcemy zmienić i mamy taką możliwość, być może lepiej wybrać działanie?” [s. 23]

 

Bohaterka książki „Dwoje nie do pary. Rzęsy i nonsensy” lawiruje pomiędzy trudnymi tematami, które nie jednej parze spędzają sen z powiek. Od problemów łóżkowych, przez zdradę do głupich codziennych fochów. Wszystko jest oplecione humorem i, kiedy trzeba, waleniem prosto z mostu. Śmiem twierdzić, że książka zadziała lepiej niż większość poradników o życiu. Nie tylko dla kobiet!

 

© Żukoteka - recenzje książek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci