Menu

Żukoteka - recenzje książek

Żuk czyta książki

Kto kłamie, a kto mówi prawdę? Któż mógłby to lepiej odgadnąć niż Aurora Teagarden w wykonaniu Charlaine Harris?

zukoteka

Gdy ze spokojnego miasteczka znika czworo dzieci, na głowie staje cała policja. Rodzice odchodzą od zmysłów, a najgorszy jest brak jakichkolwiek poszlak. Kto kłamie i dlaczego to robi?
Charlaine Harris Zukoteka Małe kłamczuchy

Aurora Teagarden jest zaprzątnięta nową rolą, którą przyjdzie jej niedługo dzierżyć. Zostanie mamą i wraz ze swoim partnerem, Robinem, muszą wiele rzeczy omówić, zaplanować i skutecznie wdrożyć. Jej przyrodni brat, Philip, wydaje się zachwycony nową sytuacją, ale Roe jest zbyt zajęta, aby w końcu szczerze z nim porozmawiać.

Gdy znika razem z trójką innych dzieci, Aurora i Robin przeżywają mentalne katusze. Roe, bo myśli, że mogła temu przeciwdziałać, gdyby nie skupiła się na sobie. Robin, bo naprawdę zaczęło mu zależeć na tym sympatycznym dzieciaku. Gdzie oni są i co właściwie zaszło? Aktywne dochodzenie prowadzi policja i FBI, ale oczywiście Roe i jej niestrudzony umysł z wieloma zapadkami nie jest w stanie trzymać się z dala od śledztwa. Czy wrócą cali i zdrowi? Jedno wiadomo z pewnością – Lawrenceton już nigdy nie będzie takie jak wcześniej.

 

Dzieci potrafią być okrutne

Oj potrafią. Dla odmienności, dla żartu, dla lansu. Dla każdego „coś miłego”. Ciężko powiedzieć, czy kiedyś też tak było, czy to teraz dzieci rozwydrzyły się do takiego stopnia okrucieństwa. Może teraz znacznie więcej o tym słychać, ale sytuacja zawsze miała miejsce? Wydaje mi się, że za moich czasów było znacznie spokojniej. Owszem, zdarzały się nieprzyjemne sytuacje, ale nie miało to takiego natężenia nienawiści, jakie potrafi być widoczne teraz.

W „Małych kłamczuchach” Charlaine Harris porusza tę tematykę, a wręcz bazuje na niej. Pokazuje czytelnikowi różne oblicza naszych pociech. Widzimy z premedytacją kłamiące dziewczynki. Spotykamy socjopatycznych chłopców, których absolutnie nie rusza krzywda ich kolegów. I widzimy coś jeszcze – rodziców tych dzieci, którzy są tak zaślepieni miłością do nich, że będą ich bronić do ostatniej kropli krwi. Wydaje się to w pełni zrozumiałe, a jednak zawsze nasuwa się pytanie – czy oni nie widzieli co dzieje się z ich dzieckiem? Istnieje wielokrotnie większa szansa, że widzieli, ale ignorowali, niż że sytuacja miała miejsce pod ich nosem bez ich wiedzy. Harris w przepiękny sposób włącza ten ważny temat do fabuły i steruje nim tak, aby wyciągnąć z niego jak najwięcej wniosków i refleksji.

 

Cozy mystery czyli jak pisać lekki kryminał ze zwyczajną główną bohaterką

Charlaine po długiej przerwie w serii o Aurorze (ostatni tom był wydany w 2003 roku) powraca ze zdwojoną siłą. Cykl o Aurorze ma mieć jeszcze co najmniej dwa tomy, a jak widać repertuar Charlaine jest w tym zakresie niewyczerpany! I całe szczęście. Tę serię czyta się jednym tchem. Jest intrygująca, zaskakująco spokojnie opowiada o zbrodni, bo wikła ją w obyczajową warstwę, umniejszając jej tragizm.

Takie powieści dostarczają znacznie spokojniejszych wrażeń, aniżeli mocne kryminały rodem z medycyny sądowej, gdzie trup ścielę się gęsto, nie tylko na stole sekcyjnym. Dobrze utożsamiamy się ze zwyczajnością, którą dostajemy w gratisie z Aurorą. Możemy postawić się wielokrotnie w jej sytuacji i dzięki temu ta seria jest tak popularna. Kto by nie chciał rozwiązywać kryminalnych zagadek nie należąc do wymiaru sprawiedliwości, prawda?

Harris napisała już kolejną część przygód dzielnej bibliotekarki – „Sleep like a baby”, która miejmy nadzieję, zostanie wkrótce wydana i u nas :)

Aurora pokazuje pazurki!

Praca w spokojnej bibliotece nie dostarcza zbyt wielu wrażeń. Ot, umysłowa praca jakich wiele, z nastawieniem na sprawną obsługę użytkownika. Nic dziwnego, że Roe jest uosobieniem cierpliwości i spokoju, a jej dystans do siebie samej potrafi zaskakiwać w wielu sytuacjach. Choć w każdym tomie pokazuje swoje zdolności logicznego myślenia i sprytnego powiązania faktów, tak praktycznie nigdy nie traciła zimnej krwi. Muszę zdradzić, że w tym tomie Aurora Teagarden jest dziką lwicą broniącą swego stada! Bardzo podoba mi się ta jej wersja, która mam nadzieję nie zaniknie po ustaniu wahań hormonalnych związanych z ciążą.

W porównaniu do „Zabitej na śmierć”, w tym tomie Aurora przechodzi często samą siebie! Jasne, można to zrzucić na buzujące hormony, ale śmiem twierdzić, że po prostu postać, stworzona przez Charlaine Harris, dojrzała emocjonalnie. Roe nie jest już uroczą kobietką, która spodziewa się potomka. Zaszła w niej subtelna zmiana, która sprawia, że nawet jak strzela focha o dziwne rzeczy, to jest w tym wszystkim w pełni zrozumiała! Otwarcie stawia na swoim i broni własnej rodziny.

„Nie mogłam jej złapać i przycisnąć do podłogi. Nie mogłam przywiązać jej do krzesła i świecić reflektorem w twarz. Była to jedna z najbardziej frustrujących chwil mojego życia (…)” [s. 160]

 

Jeśli dopiero rozpoczynacie przygodę z Charlaine Harris i szukacie lekkiego kryminału, który większy nacisk kładzie na warstwę obyczajową fabuły, to seria o Aurorze Teagarden będzie idealnym rozwiązaniem. To bohaterka, którą łatwo da się polubić. Jej zwyczajność sprawia, że książka jest powiewem świeżości w przypadku policyjnych kryminałów. 

Tutaj znajdziecie recenzję wcześniejszego tomu przygód Aurory Teagarden – „Zabita na śmierć”.

P.S.

Okazuje się, że Charlaine Harris jest ogromną fanką Patricii Briggs :)

© Żukoteka - recenzje książek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci