Menu

Żukoteka - recenzje książek

Żuk czyta książki

Jak Ezekiel Siódmy rozmawia z czytelnikiem i czy będzie tłumaczył swoje książki o tym rozmawiam z Michałem Gołkowskim

zukoteka

Michał Gołkowski - twórca koszernej Apokalipsy w "Komorniku". Zatwardziały stalker, który zapoczątkował w Polsce tłumaczenia tych postapokaliptycznych książek. Na amen zakochany w swojej żonie i kochający swoją pracę tłumacza. Nie uważa się za pisarza, on po prostu spisuje swoje myśli, bo inaczej nie umie.

Michał Gołkowski copyright Empik

fot. copyright Empik

Polecany soundtrack: Jacek Kaczmarski, Źródło wszelkiego zła 

M.Z.: Tłumaczysz książki z serii S.T.A.L.K.E.R. z rosyjskiego na polski. Czy nie myślałeś o napisaniu książki najpierw po rosyjsku lub angielsku?

M.G.: Szczerze mówiąc, żadnego z tych dwóch języków nie znam nawet w połowie tak dobrze, jak polskiego, więc… nie odważyłbym się. Owszem, mój rosyjski jest mocno „uliczny”, a angielski mocno „oksfordzki”, ale nie dają mi odpowiedniej swobody. Już po polsku piszę na 101% wydajności, więc…. No nie, nie.
 

M.Z.: Zostając przy temacie tłumaczenia, ale idąc z drugiej strony – nie myślałeś nad przekładem własnych książek na inne języki? Może w Rosji, tak jak Ty tutaj miałeś ze S.T.A.L.K.E.Rem, pragną poznać Ezekiela Siódmego?

M.G.: Mam już przetłumaczonego na rosyjski „Moskala”, ale tam potwornie trudno o wydawcę. Z kolei, kto wie – „Komornik” powinien pójść chyba ładnie na rynku anglosaskim… Ale rynek jest tak przesycony, że nawet szpilki tam nie wcisnąć. To takie moje małe marzenie – zobaczyć moją książkę w innym języku. :)
 

M.Z.: Piszesz wszędzie. Pociąg, przerwa w transmisjach na żywo w pracy, lotnisko. Kiedyś umiałam się skupić tylko w ciszy, teraz mam podobnie jak Ty – umiem się skupić wyłącznie w ogólnym hałasie. To w pewien sposób koi zmysły, bo cisza przynosi, wbrew pozorom, zbyt wiele dystrakcji. Jesteś typem wielozadaniowca?

M.G.: Zawsze operuję na dwóch równolegle działających, niezależnych procesorach :) Dlatego w dzieciństwie większość otoczenia była przekonana, że mam problemy z koncentracją – nie patrzyłem na mówiących, coś zawsze bazgrałem na lekcjach… Dopiero po trzech dekadach okazało się, że to po prostu mulitasking.
 

M.Z.: Introwertyk, a jednak przyciągasz do siebie ludzi jak magnes. Fanów w odmętach Internetu i w rzeczywistości. Podziwiam, bo moja introwertyczność nie przejawia się w ekstrawertycznej pewności siebie, jak to ma miejsce u Ciebie. Kiedy w takim razie jesteś prawdziwym samotnikiem, a może z tego „wyrosłeś”?

M.G.: Chyba nigdy. Na pewno do wyjścia do ludzi się dorasta, ale to też kwestia swoistego „życzenia śmierci” – zawsze przerażająco bałem się występów publicznych, mówienia w języku obcym, pytań z zaskoczenia… I z czasem zacząłem ku temu iść. No i nadal idę, coraz bardziej i trzymając głowę coraz wyżej.
 

M.Z.: W nowej części Komornika, Ezekiel się rozwydrzył. I mówi wprost do odbiorców. On doskonale wie, że ktoś czyta jego zmagania z umierającym światem. W pierwszej części nie było tego tak czuć. Celowy zabieg twórczy czy samo wyszło?

M.G.: Uhm…. Moi bohaterowie mają to do siebie, że często mówią do czytelników – bo każda książka to na dobrą sprawę opowieść. Opowieść bardzo osobista, intymna wręcz, bo przecież czytelnik jest z bohaterem książki sam na sam. Nie ma nikogo obok, nie ma nikogo poza nimi. Więc dla mnie zupełnie naturalnym jest, że narrator od czasu do casu spojrzy słuchaczowi w oczy i zapyta o coś wprost :)
 

M.Z.: Co takiego pociąga nas w ostatecznym końcu? Sama zagłada i to, że nie będziemy mieć na nią wpływu? Czemu tak uwielbiamy książki z post-apokaliptycznego świata?

M.G.: To drugi koniec spektrum, na którym kontrolujemy wszystko. Pociąga nas ostateczny koniec, bo nie mamy nad nim żadnej kontroli – tak samo jak nad kolejką górską, albo nad masażem. Albo gdy lecimy samolotem. To takie radosne, atawistyczne poczucie zupełnego braku kontroli, a zarazem pełnego zaufania. Najlepiej widać to w mentalności stalkerów, chodzących po Zonie – dla nich Zona jest matką i kochanką, a oni to tylko dzieci w Jej ramionach.
 

M.Z.: Wczuwam się w czytane książki. Ty wczuwasz się w pisane książki. Ciężko wracać do rzeczywistości po stworzeniu Komornika czy Miszy?

M.G.: Potwornie. Mam wrażenie zresztą, że nigdy nie wróciłem po pierwszej książce, a część mnie już na zawsze tam została, pomiędzy jej kartami.
 

M.Z.: Właściwie z wielu wywiadów, każdej premiery na której byłam, widać Twoją ogromną miłość do żony. Jak wielki wpływ miało jej poznanie na Twoje życie? Myślisz, że pisałbyś, gdyby nie ona?

M.G.: Bez niej bym nie pisał. Serio. To ona poddała mi pomysł na pierwszego stalkera, to ona wymyśliła postać Komornika, dzięki niej mamy Stalowe Szczury. Nie da się pisać w oderwaniu od rodziny, od tego, kto nas otacza i czym ta osoba jest. <3
 

M.Z.: Ucieczka Miszy z korpoświata do Zony jest czymś co obecnie jest nadal niszowym zachowaniem, ale jednak widać wzrost takich ucieczek przed naszym życiem. Uciekamy, bo?

M.G.: Bo fantazja jest zawsze piękniejsza od rzeczywistości. Bo tylko w drodze jesteśmy naprawdę szczęśliwi, sami ze sobą, niezależni od nikogo. Bo bezruch i stałość to śmierć, a ruch i zmiana to życie.

 

 

Michałowi Gołkowskiemu niesamowicie dziękuję za wszelką sympatię włożoną w każdy gest i słowo :) Meeshka nie zmieniaj się!

© Żukoteka - recenzje książek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci