Menu

Żukoteka - recenzje książek

Żuk czyta książki

Spacer urokliwą aleją starych topoli z bohaterami Agnieszki Janiszewskiej

zukoteka

Cofnijmy się do przeszłości, w której kobieta miała przytakiwać mężowi, nie pragnąc niczego w zamian. Dodajmy do tego uroki polskich dworków z przedwojennego złotego wieku i wychodzi nam całkiem intrygujące tło dla powieści obyczajowej. 

Aleja Starych Topoli Agnieszka Janiszewska Novae Res

Agnieszka Janiszewska stworzyła dworki ziemiańskie, do których każdy czytelnik wybrałby się z entuzjazmem. Są pełne życia, nasycone pięknem wiosennych kwitnień i jesiennych złoceń. Przenosimy się do czasów sprzed I wojny światowej, skupiających się na rozkwicie kultury, nauki i cieszących się złożoną obyczajowością. Autorka pokazuje konkretne maniery, dozwolone zasadami dobrego wychowania i krygowane zachowaniem standardów obowiązujących w mieszczańskich kręgach. Razem z bohaterami oddychamy tamtym powietrzem i czujemy silne przywiązanie do własnej ziemi.

Jednocześnie wraz z rozwojem fabuły czujemy powoli dojrzewające w społeczeństwie zmiany. Od silnej pozycji mężczyzny w tomie pierwszym, do powolnej emancypacji kobiet w tomie drugim. Oczywiście widzimy też od razu kontrast Europa-Królestwo Polskie w tym obszarze. Za to również ogromny plus - u nas nie zmiany obyczajowe nie następowały tak szybko, jak np. w międzykulturowej Francji i jej sławnych paryskich salonach. A ostatnimi czasy to chyba cofamy się w rozwoju ;)

Nieokiełznana namiętność z tajemnicą w tle czyli jak zachęca nas pierwszy tom 

Pierwszy tom wprowadza nas do historii rodziny Więckowskich, w której najwięcej ma do powiedzenia głowa rodu - mecenas Więckowski. To on decyduje co robią jego córki, za kogo wyjdą za mąż i jak powinny dbać o swoich mężów. Nihil novi sub sole. Pech chciał, że mimo świetnie prosperującej kancelarii i posiadania pięknej ziemi, nie ma on męskiego potomka, który mógłby to wszystko kontynuować. Wychowanie córek nie jest dla niego tak wielką przyjemnością, jaką byłoby przygotowanie do świetlanej przyszłości młodego mężczyzny. Jak przystało na rozgoryczonego faktem mężczyznę, nie umie on okazać swoim córkom żadnego wsparcia, a o cieple domowego ogniska muszą zapomnieć. Ich matka jest bowiem idealną żoną swojego męża i nie kwestionuje jego metod wychowawczych. 

Nic dziwnego zatem, że po śmierci swojej siostry, Ewa, najmłodsza z rodzeństwa, zupełnie zamknęła się w sobie. Nie miała z kim porozmawiać, a przyjazne stosunki ze służbą nie były czymś wskazanym w jej kręgach. "Wyzwolenie" w postaci poślubienia swojego, do niedawna, szwagra wydaje się idealnym rozwiązaniem. Z naszej perspektywy jest czymś co najmniej dziwnym i nielogicznym, ale to były inne czasy i inne zwyczaje. Andrzej Celiowski wydaje się idealnym partnerem na męża. Ma własny dworek, który okala piękna aleja topoli. Jest wykształconym i mądrym mężczyzną, który dobrze zarządza majątkiem. Czegóż chcieć więcej? Na dodatek Ewa była naprawdę piękną kobietą, która bez problemu znalazłaby sobie godnego kandydata do zamążpójścia. Czy ucieczka do nowego dworku - wypełnionego starymi topolami Jodłowa - przyniesie jej ulgę i pokaże, że życie może być lepsze?

Agnieszka Janiszewska nakreśliła postaci w skali szarości. Nikt w tej historii nie jest jednoznacznie czarny lub biały. Nawet mecenas Więckowski nie jest tylko apodyktycznym tyranem i nie znoszącym sprzeciwu ojcem. W miarę rozwoju fabuły także on dostaje swoją szansę na pokazanie innej strony osobowości. To bardzo dobrze pokazuje jak człowiek potrafi się zmieniać i jak, w miarę upływu lat, potrafimy się zmieniać. Widzimy nawyki, z których wyrastamy. Dostrzegamy ciernie z przeszłości, które wręcz kwitną z naszym rozwojem. Autorka pokazuje nam także możliwości, które raz na zawsze tracimy, wybierając w inny sposób.

Bezlitosna melancholia i rozdrapanie starych ran w drugim tomie 

Tom pierwszy miał w tle tajemnicę rodzinną, której rozwikłanie znajdujemy dopiero w drugiej części. To ona zagłębia czytelnika w opowieść o mrocznej stronie Jodłowa. To w niej z retrospektywy poznajemy lepiej życie poprzedniej żony Andrzeja. Ten aspekt kładzie cień na relacjach, otwiera oczy niektórych bohaterów oraz boleśnie uświadamia odbiorcę, że niektóre tajemnice lepiej by pozostały nieodgadnione. Podczas lektury często miałam ochotę krzyknąć "Zostaw to w spokoju!". Stopniowo bowiem widzimy, że ten sekret nie wróci życia zmarłej siostry, a tylko pogorszy sprawę tych, którzy pozostali na tym łez padole.

Niestety Ewa nie chciała posłuchać dobrych rad i uparcie dążyła do rozwiązania tej kwestii. Wszyscy doskonale znamy takie zagadki spędzają nam sen z powiek. Wywołują narastającą irytację i irracjonalny niepokój, mimo że sami doskonale zdajemy sobie sprawę z ich bezużyteczności w danym momencie. Jak potoczyły się losy Celiowskich i Więckowskich - o tym przekonacie się czytając drugi tom "Alei Starych Topoli".

Urok belle epoque 

To, co mnie zachwyca w złotym wieku, to język i to jak bardzo był wtedy szanowaną częścią naszej komunikacji. Wysublimowane zdania, oszczędna ilość wulgaryzmów i duży nacisk kładziony na piękno języka - to wszystko sprawia, że w tamtych czasach naprawdę łatwo się zakochać. Kusząca plastyka opisów natury i niewymuszone dialogi powodują, że czujemy się obserwatorami opisanych wydarzeń, co jest niezwykle cenne w takich książkach. Jeśli odbiorca nie poczuje się wciągnięty w wir wydarzeń, to nie będzie miał ochoty na kolejne tomy, a ten jeden będzie mu się dłużył niemiłosiernie. Agnieszka Janiszewska wykonała kawał dobrej pracy.

Narracja trzecioosobowa miesza się w "Alei Starych Topoli" z zapiskami z dzienników Klary, córki Andrzeja i Maryli. Zgrabnie odgrodzone stylistycznie kursywą, dopełniają perspektywy i idealnie zamykają fabularnie powieść. Ów pamiętnik nie jest ilościowo przesadzony i tylko służy czytelnikowi jako możliwość poznania myśli innej bohaterki, która jest istotna w drugim tomie powieści. Informacje zawarte w tych wspomnieniach budują postać "innej" Klary, która w ciągu fabuły wydaje się bezduszna i nadmiernie egzaltowana. Cenna to możliwość uświadamiająca odbiorcy, że nie warto oceniać po pozorach.

Zabieg podziału na dwa tomy był bardzo udany. Po pierwsze to zawsze dobry chwyt marketingowy, bo sprzeda się nam wtedy dwa razy więcej książek. Po drugie nie męczymy czytelnika ciężkimi książkami do dźwigania i niewygodnymi do czytania. Po trzecie odpowiednio intrygujemy czytelnika i zmuszamy go do, wręcz pragnienia, zapoznania się z kolejną częścią historii. Te wszystkie elementy plus lekki język i bardzo dobra stylistyka zanurzająca odbiorcę w przełom XIX i XX wieku, tworząc z "Alei Starych Topoli" wciągającą i refleksyjną lekturę.

Reasumując, pozycja idealna dla fanek i fanów ziemiańskiej rzeczywistości na ziemiach polskich. W tej jednocześnie pięknej, pełnej wdzięku książce autorka delikatnie wtłacza nas w ówczesną historię i obyczajowość. Dzięki zachowanej stylistyce naprawdę czujemy, że zawitaliśmy do przełomu XIX i XX wieku. Polecam!

 

© Żukoteka - recenzje książek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci