Menu

Żukoteka - recenzje książek

Żuk czyta książki

Żaden z martwych nie ma mniej szczęścia niż inni, czyli "Ewakuacja" Marko Kloosa

zukoteka

Ludzie nie mają szczęścia. Oprócz klasycznego konfliktu my-oni, mają też na karku groźnych obcych, którzy nie przywykli do negocjowania warunków. O dziwo w tym chaosie jest pełno miejsca na refleksję i podejmowanie życiowych decyzji. 

Ewakuacja Frontlines tom 2 Marko Kloos

 fot. materiały wydawnictwa Fabryka Słów

Andrew Grayson zmężniał, został kontrolerem walki i jest istotnym punktem każdego desantu na pole wroga. Bez różnicy czy aktualnie walczymy przeciwko Chińczykom, Rosjanom, czy też obcym. Zawsze przyda się człowiek, który umie ocenić sytuację i skoordynować nalot z powietrza. Kontrolerzy walki jako rozchwytywane jednostki, nie zagrzewają długo miejsca na jednym okręcie, toteż Andrew bywał już na wielu z nich, łącznie z tymi najnowocześniejszymi. Niestety, nawet nasze najwyższe osiągnięcia techniki i nauki, nijak mają się do technologii Dryblasów i na tym polu jesteśmy zupełnie bezradni. To uczucie dojmującej bezsilności jest stałym towarzyszem podczas lektury "Ewakuacji" i pozwala znakomicie wczuć się w stan emocjonalny żołnierzy. 

„Ewakuacja” to nie tylko wojsko, to też życie poza rozkazami, które może nieuchronnie się zakończyć. W całej książce czuć zbliżającą się katastrofę, której po prostu nie da się uniknąć, niezależnie od działań bohaterów. Grayson i Fallon na pewno mają wpływ na swoje przeznaczenie, bo ich umiejętności niejednokrotnie udowadniają, że wcielenie do wojska to był bardzo dobry wybór. Musicie poznać tę dwójkę koniecznie, jeśli szukacie dobrego militarnego sci-fi, które wciągnie was bez reszty.

"Walczyłem, bo tylko w ten sposób moglem choć trochę kontrolować swoje przeznaczenie." [s. 24]

Ludzie ludziom zgotowali ten los?

Mimo ponad 90 lat różnicy, nic się nie zmieniło w kwestiach chęci dominacji nad światem. To nic, że wszechświat stoi przed człowiekiem otworem. I tak ludzie będą zabijali przede wszystkim ludzi. Nawet w obliczu konfliktu z obcym bytem, który jest zagrożeniem na znacznie większą skalę i tak najpierw spróbujemy zabić jak najwięcej swoich. Przecież to oczywiste!

Dryblasy nieuchronnie zbliżają się do naszej części uniwersum, a my mimo wszystko myślimy, jak wyrzucić Związek Chińsko-Rosyjski dalej od ziem Wspólnoty Północnoamerykańskiej. Można by rzec – mamy to w genach, obojętne po której stronie jesteśmy. I ten konflikt, mimo zabójczego zagrożenia ze strony obcych, Marko Kloos uchwycił idealnie, wyolbrzymiając go do niemal surrealistycznych ram. Człowiek w "Ewakuacji" to bezsilna istota zdana na to, co uda się osiągnąć wojsku i technologii. Nasz świat to z kolei mieszanka miejsc, których jeszcze nie zepsuliśmy i które nie zostały zainfekowane przez obcych. 

"Wciąż chodziło w głównej mierze o to, że przerażeni ludzie z karabinami nacierali na miejsca bronione przez innych przerażonych ludzi z karabinami." [s. 131]

Dryblasy czyli obcy o wielkich rozmiarach i bezlitosnych serduszkach

Marko Kloos stworzył obcych, którzy ważą około tysiąca ton każdy i mają przynajmniej dwadzieścia pięć metrów wzrostu. Przez to wszystko kojarzą mi się z lodowymi olbrzymami tudzież Entami z tolkienowskiego świata. Nie biorą oni tak bardzo udziału w walce one-on-one, ale poznajemy bliżej ich statki kosmiczne i możliwości w starciu w przestrzeni kosmicznej. W sumie nic dziwnego, że autor obrał taką taktykę – walka nawet całego batalionu przeciwko jednemu takiemu Dryblasowi byłaby skazana na porażkę. Nawet nie wiedziałby, że coś zmiażdżył. Biorąc pod uwagę zakończenie książki, nie ma co się martwić – na pewno dane nam będzie poznać te przemiłe stworzenia bliżej w kolejnych tomach serii Frontlines.

 Fanom gry RPG Mass Effect Dryblasy i ich sposób zasiedlania nowych miejsc nieuchronnie powinien skojarzyć się ze Żniwiarzami, bo model przejmowania światów mają bardzo podobny. Może z pominięciem indoktrynacji, bo tego albo jeszcze Marko Kloos nie ujawnił, albo uznał, że Dryblasy po prostu dążą do jednoznacznej egzekucji jakichkolwiek gatunków poza sobą.

 

Silna żeńska strona

W "Ewakuacji" mamy też to, co było bardzo dobrym punktem "Poboru", mianowicie sierżant Fallon. Miałam ogromną nadzieję, że znów się z tą postacią spotkamy i nie tylko ja, bo pani sierżant zyskała swoje wierne grono fanów wśród czytelników Marko Kloosa. I nie ma w tym nic dziwnego. Jest silna psychicznie i bardzo wytrwała fizycznie. Ma swoje zasady, których przestrzega bardziej niż zasad panujących w wojsku. Jakby tego wszystkiego było mało, jest tak cholernie sarkastyczna, że nigdy nie wiadomo, kiedy zamierza strzelić, a kiedy tylko blefuje.

Nie od dziś wiadomo, że wojak ma wygłuszyć swoje sumienie i wykonywać rozkazy bezrefleksyjnie. W końcu po to go szkolą! Niemniej ten stan rzeczy istnieje do pewnego momentu. Do czasu, gdy wojsko zaczyna wydawać rozkazy tak kompletnie zidiociałe, że przeczą wszelkim wewnętrznym zasadom służących w nim żołnierzy.

Trochę brakuje mi tutaj Halley, dziewczyny Graysona, bo mamy ją tylko w kilkudziesięciu pierwszych stronach, ale nie sądzę, aby jej perspektywa rozszerzyła istotnie fabularną warstwę książki. Mogłaby wzmocnić emocjonalną część, ale monologi Graysona świetnie zapełniają tę przestrzeń.

I ta piękna odmiana SCRUM-owego motta "Transparencja, inspekcja, adaptacja":

"- Jasne, że tak - odparła Fallon. - Tacy przecież jesteśmy. Improwizacja, adaptacja, supremacja." [s. 219]

Jeśli myślicie, że zdania wielokrotnie złożone źle się czyta, to spróbujcie szkoły pisania militarnego sci-fi Marko Kloosa:

"Wyjątkowo znajdowaliśmy się w tym samym systemie, ponieważ mój okręt wchodził w skład zespołu zadaniowego ćwiczącego tajną dyslokację na jednym z licznych księżyców Saturna, mogliśmy więc oboje łączyć się z przekaźnikiem na orbicie Marsa, dysponującym wystarczającym zapasem przepustowości, żeby dało się przez kilka minut pogawędzić z podglądem." [s. 12]

 

Czy „Ewakuacja” to książka dla mnie?

Tłumaczenie „Ewakuacji” trzyma poziom z „Poboru”, dzięki czemu czyta się ją ekspresowo, mimo naprawdę trudnych kwestii, które porusza. Fizyka, astronomia i wszystkie aspekty związane z kosmosem nie dla każdego laika będą łatwo przyswajalne, nawet w książkach science fiction. Z pewnością zachwyci ona fanów twardego science fiction, w którym strona naukowa i technologiczna jest najistotniejszym aspektem.

Usatysfakcjonowani będą amatorzy militarnego sci-fi, bo broń i walka jest w książkach Marko Kloosa opisana bardzo szczegółowo, z dużym dynamizmem akcji i dodatkowo opisana w wiarygodny dla umysłu sposób. Walka została naszkicowana w sposób realistyczny, ale z uwzględnieniem technologicznych nowinek i ograniczeń ze strony praw fizyki. Nie ma tutaj superbohaterów, są tylko ludzie, którzy żyją w innych warunkach, z innymi możliwościami i nadal niestety tymi samymi charakterami, co dziś.

Nie polecam dla fanów space opery, bo to nie ta działka i raczej będzie im ciężko przebrnąć przez wszystkie technologiczno-naukowe niuanse. Jeśli czytając „Pobór”, stwierdziliście, że jest nudny i mało się w nim dzieje – „Ewakuacja” nadrabia akcją i wydarzenia płyną niczym dobrze naoliwiony scenariusz apokaliptycznego filmu sci-fi.

Czekam na następne tomy, bo seria Frontlines Marko Kloosa ma już pięć części i mam nadzieję, że jeszcze nie raz spotkam nieustraszoną chorążą Fallon!

Recenzja pierwszego tomu cyklu Frontlines znajduje się tutaj.

A niezmiernie ciekawy wywiad z samym autorem - tutaj.

© Żukoteka - recenzje książek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci