Menu

Żukoteka - recenzje książek

Żuk czyta książki

Gadające zwierzęta i stwory rodem z najgorszych koszmarów w "Trupojad i dziewczyna" Ahsana Ridhy Hassana

zukoteka

Uwielbiam książki, które są tak przepełnione absurdem i groteską, że przy lekturze non stop się uśmiechamy lub zadziwiamy nowym zwrotem akcji. A gdy do tego dołożyć umiejętne wtrącenia postaci z dziecięcych bajek, mamy intrygującą lekturę, która wywołuje wiele skrajnych emocji.

 Trupojad i dziewczyna Ahsan Ridha Hassan

 

Zaczyna się dramatycznie. Adrianna uwielbia sport i poznajemy ją na torze gokartowym w zaciętym wyścigu o najlepszy czas. Pech chciał, że po drodze spotkała Czarnego Kota, który patrzył tylko i wyłącznie na nią. Dodatkowym problemem było to, że siedział dokładnie na jej drodze, choć chwilę wcześniej z pewnością nic tam nie było. Koziołkowanie, zderzenie z bandą i nieuniknione tego konsekwencje to cała droga, którą musi przejść Adrianna i jej ciało. Żeby było jeszcze zabawniej, umysł Adrianny wędruje do alternatywnej rzeczywistości Krakowa, gdzie jej przewodnikiem jest czarny jak smoła Chowaniec, a ona poznaje Panią Klątwę.

Ahsan Ridha Hassan stworzył taką nową wizję Alicji w Krainie Czarów, gdzie Chowaniec jest swoistym połączeniem królika-przewodnika z kotem, którego sarkazm i nikczemność wyrażają się w ostentacyjnym uśmiechu. Różnica polega na tym, że Alicja zawsze była Alicją, natomiast w "Trupojadzie i dziewczynie" nie jest do końca zastosowana taka technika. Nie zdradzę czemu, bo ujawniłabym za dużo fabuły. 

Idealnie mi pasował "Deionairra theme" z Planescape Torment jako soundtrack do czytania tej książki:

Bajki w nowym wydaniu

W „Trupojadzie i dziewczynie” roi się od nawiązań do klasycznych bajek i baśni. Mamy niezawodnego i uwielbianego przez teatry „Czerwonego kapturka” w wersji bardziej pogmatwanej. Żeby było zabawniej, ten kapturek spotyka na swojej drodze krasnoludki z „Królewny Śnieżki”, którą niestety spotkał bardzo okrutny los. Już nigdy nie uznam krasnoludków za urocze, oj nie. Opowiadany przez Chowańca „Szczurołap z Hameln” nabiera zupełnie innego wymiaru, bo przedstawiany jest z poziomu istoty futrzastej, a nie człowieka.

W żadnej z wprowadzonych bajek nie ma szczęśliwego zakończenia. Wszystkie mają alternatywne i bardzo, bardzo złe konsekwencje zupełnie innych działań swoich bohaterów, niż przewidywali im to pierwotni autorzy. Teraz wiem, że nigdy w życiu nie spojrzę już na Królewnę Śnieżkę tak samo jak wcześniej. Czerwonego kapturka raz na zawsze będę kojarzyć z piątym grzechem głównym, a Myszy utożsamiać będę z krwiożerczymi bestiami pragnącymi zapanować nie tylko nad Kotami.

„Septimus postanowił rozprawić się z nimi raz na zawsze. Ściągnął jednego z najsłynniejszych pogromców Myszy i Szczurów, Szczurołapa z Hameln.” [s. 127]

Masa dziwnych istot i gadający Kot

„Trupojad i dziewczyna” brzmi jak kiepski tytuł horroru klasy B. A tu przyszło mi się pozytywnie zaskoczyć. Wiedziałam że Ahsan Ridha Hassan potrafi umiejętnie manewrować sarkazmem, ironią i mamić czytelnika coraz dziwniejszymi obrazami. Czytałam wcześniejszą jego książkę p.t. „Wieża”, która robiła odbiorcy niezły mindfuck, ale nie taki jak najnowsza powieść. Morloqi czyli człekopodobne istoty, które przypominają mnichów z dominikańskiego klasztoru, tylko z daleka wyglądają na względnie nieszkodliwych przeciwników. Myszy, które jeżdżą na szczurach i prowadzą odwieczną wojnę podjazdową z Kotami nie przebierając w środkach.

Ciekawym konceptem wprowadzonym przez autora jest esencja. Nosi ją na szyi każdy człowiek w alternatywnym mieście. Jest to najzwyklejszy na świecie flakonik z bliżej nieokreśloną cieczą. Potrafi ona przyjmować bardzo różne kolory, od czarnego po złoty. Każda barwa oczywiście znaczy co innego i jest ściśle związana z duszą danej istoty. Po co każdemu esencja i który kolor jest najcenniejszy - przekonacie się czytając "Trupojada i dziewczynę".

Okrucieństwo i makabra przeplatane romantyczną miłością

Ahsan Ridha Hassan oprócz wybornej żonglerki słownej sarkazmem i czarnym poczuciem humoru, potrafi czytelnika skutecznie przestraszyć, tworząc mu wizje w głowie, o które nigdy nie śmiałby prosić. Ohydne i krwiożercze demony mieszają się w alternatywnym Krakowie ze zwykłymi śmiertelnikami, którzy pamiętają, aby nie wychodzić po zmroku z bezpiecznego schronienia. 

Żeby nie było tak wyłącznie czarno i ponuro, autor raczy nas wizjami, romantycznej i potrafiącej przetrwać najcięższe próby, miłości. Mamy ich w książce co najmniej kilka i bezapelacyjnie spajają napotkanych przez nas bohaterów. Choć szczerze mówiąc, bardziej trafił do mnie motyw miłości zwierząt niż ludzi. Został lepiej opisany, w sposób zdecydowanie bardziej nasycony czułością i chęcią zapewnienia bezpieczeństwa niż motyw miłości człowieka do człowieka. 

„Oprawcami były trzy garbate istoty. Miały czerwoną skórę, sześciopalczaste szpony, pomarszczone twarze, poszarpane płócienne wory zamiast ubrań, a ciała poprzebijane ćwiekami. Z ich ran sączyła się krew i ropa. I te oczy. Czarne, szkliste oczy, o czy morderców świadomych cierpienia, jakie zadają swojej ofierze.” [s. 164]

 

Podsumowując, do "Trupojada i dziewczyny" podchodziłam ostrożnie, ale miałam już pewne oczekiwania wynikające ze znajomości kunsztu autora. Nie zawiodłam się. Absurd goni tam absurd, riposta ripostę i ohyda kolejną ohydę, ale wszystko spaja miłość. Obojętne, czy mamy do czynienia z alternatywnym światem krakowskich ulic czy spokojnym Krakowem, którego kojarzymy ze smokiem wawelskim. Polecam!

Fragment powieści możecie przeczytać tutaj

A recenzję "Wieży" znajdziecie tutaj.

© Żukoteka - recenzje książek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci