Menu

Żukoteka - recenzje książek

Żuk czyta książki

W poszukiwaniu iwentu podczas lektury "Hel 3" Jarosława Grzędowicza

zukoteka

Norbertowi brakuje pomysłów na iwenty. Nic się nie dzieje. Wielooki potwór MegaNetu nie ma czego żreć, a jemu nie spływają na konto żadne eurosy. Norbert jeszcze nie wie, jaka lawina zdarzeń spadnie na jego głowę.

 Jarosław Grzędowicz Hel-3

 

Nieradioaktywny trwały izotop helu, którego największe występowanie zaobserwowano na Księżycu. Niesamowicie wysokoenergetyczny, umożliwiłby zaspokojenie coraz większego zapotrzebowania na energię na Ziemi.  Wszystko pięknie i ładnie, problem tkwi w tym, że trzeba go jakoś z tego Księżyca przetransportować.

Europa w roku 2058 jest pełna zakazów, nakazów i ograniczeń. Nie ma Internetu, jest iwentożerczy MegaNet. Nie ma więzi społecznych, są omnifony, bez których nawet drzwi do domu nie otworzycie. O bilecie do komunikacji zapomnijcie! W tym wszystkim tkwi Norbert, jeden z nielicznych, którym jeszcze zależy na pokazaniu światu czegoś bardziej wartościowego niż 3 minutowy spot o niczym. A to, że wpadł na wielki iwent, który wstrząśnie całym jego światem, to najzwyklejszy przypadek.

Jak byłam w połowie książki, miałam ogromną nadzieję, że uroczy najemnicy z pierwszych stron znów wrócą. Jeśli macie podobny dylemat – wrócą, nie martwcie się! Zastanawiam się czy tylko ja tak mam, ale kojarzą mi się z Żółwiami Ninja. Ta książka to totalna mnogość skojarzeń!

„Kiedy świat kupował ropę, mówiono, że wysysa bogactwa arabskiej ziemi, i rozpętano przeciw Wielkiemu Diabłu dżihad. Kiedy przestał, dochody spadły na łeb na szyję, a dżihad tamtych czasów okazał się kinderbalem w porównaniu z tym, co wyprawiono teraz.” [s. 11]

 

Dziennikarstwo spłaszczone do poszukiwania iwentów

Człowiek zostaje sprowadzony do bezmyślnej jednostki, która potrzebuje coraz więcej bodźców, aby czymkolwiek się zainteresować. Filmiki dostępne w MegaNecie (przyszłość naszego Internetu), sprzedają się najlepiej do maksymalnie 3-5 minut. Po tym czasie skupienie człowieka wygasa i przechodzi do następnego iwentu. A gdzie refleksja, gdzie empatia? W 2058 roku te cechy są silnie wypierane przez skuteczną manipulację. Przecież im człowiek bardziej otępiały, tym lepiej da się przekonać do nawet najbardziej idiotycznych pomysłów.

Nasz główny bohater jest nowoczesną odmiana paparazzi, która jest znacznie gorsza niż obecna. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy - gdyby to się nie sprzedawało, nie byłoby pracujących tak ludzi. Norbert trochę przypomina mi Torkila Aymore z „Gamedeca” Marcina Przybyłka. Świat i tu, i tu jest dość wyobcowaną z więzi społecznych rzeczywistością. Z tą różnicą, że Grzędowicz ujął ten świat zdecydowanie drastyczniej. Scena w Jaśminowej Sali należy do takich momentów, w których jednocześnie chciałam czytać dalej „Hel-3” i bardzo chciałam go zamknąć. Oczywiście przełamałam się, ale czytałam z przymrużonymi oczami! Bardzo mnie to ucieszyło, bo to znaczy, że jeszcze nie przyjęłam postawy wielookiego potwora z 3-minutową umiejętnością skupienia. 

Grzędowicz podnosi ważną kwestię granic, których nie należałoby przekraczać. Po jednej stronie mamy człowieczeństwo, po drugiej skok w przepaść, cofnięcie się do czasów, gdy myśleliśmy tylko o przetrwaniu. Różnica jest taka, że tutaj ta granica jest przekraczana tylko dla rozrywki i dla szukania coraz większego podniecenia i emocji, a nie przeżycia kolejnego dnia. 

„Gdzie jest ta granica? Kiedy należy odłożyć kamerę i sięgnąć po karabin? Pokazać światu historię czy wziąć w niej udział?” [s. 189]

Porażająca wizja ludzkości podzielonej na lepszych i gorszych

To już było, prawda? Eugenika, obozy koncentracyjne, wizja nadczłowieka. Ale idźmy w stronę bardziej „ludzkiego” podziału. W „Helu-3” mamy nawis demograficzny, który trzeba skutecznie eliminować. Tylko trzeba to robić tak, aby nikt się nie zorientował, o co naprawdę chodzi. Dziwne epidemie, w których nie widać wyraźnie chorych, ale są na nie obowiązkowe szczepienia w pewnych grupach społecznych. Gruba kreska postawiona na moich i mojszych, którzy dostaną lepsze warunki, lepsze możliwości, a w ostateczności po prostu przeżyją.

Inżynieria społeczna w wizji przyszłości Jarosława Grzędowicza jest na bardzo wysokim poziomie, a mimo to znajdują się jednostki, które na całe szczęście okazują się na nią odporne. Czy jednak będą w stanie przełamać świetną passę elit rządzących? Przekonacie się czytając „Hel-3” Jarosława Grzędowicza. Książka roi się od zdań, które byłyby świetnymi cytatami i idealnym przyczynkiem do egzystencjalnych rozmów. 

 

„CHCEMY WAM TYLKO POMÓC! JESTEŚCIE ZAGROŻENI EPIDEMIĄ ŚMIERTELNEJ CHOROBY! CHCEMY WAS ZABEZPIECZYĆ! SZCZEPIONKI WAM POMOGĄ!” [s. 223]

 

Grzędowicz w wersji sensacyjno-futurystycznej

Dla mnie Jarosław Grzędowicz to przede wszystkim „Księga jesiennych demonów” czyli wersja demoniczno-fantastyczna w wersji krótkich opowiadań. „Hel-3” to jego pierwsza powieść science fiction i jak na „debiut” w swojej kategorii jest po prostu świetna.  To nie jest typowe sci-fi, w którym latamy statkami kosmicznymi i zabijamy obcych. Jesteśmy nadal na Ziemi, która sama się doprowadziła do tego kryzysu, a Norbert jest ostatnim sprawiedliwym.

Liczba skojarzeń, która nasuwa się podczas lektury jest zatrważająca.Jest nawet magiczna pigułka, która kojarzy się z Matrixem! Rzeczywistość, którą pokazuje autor jest smutniejsza z każdą stroną dlatego, że jest bardzo prawdopodobna. Zachowania prezentowane w książce, obumarcie więzi społecznych, konieczność eskalacji emocji, aby cokolwiek poczuć. Te wszystkie cechy nie są aż tak odległe jak myślimy. Jeśli spojrzycie na nasz obecny świat obiektywnie, to zauważycie jak wiele z „Helu-3” zaczyna już kiełkować.

Na pierwszy rzut oka dla osób niezaznajomionych z tematyką, słownictwo najnowszej powieści Grzędowicza może wydawać się przerażająco obce. Nie zrażajcie się jednak, bo stracicie wyjątkową książkę. Bowiem po kilkudziesięciu stronach z Norbertem w roli głównej jest nam już obojętne czy ma omnifona czy smartfona. Dlaczego? Bo zagłębiliśmy się w jego świat, wciągnęła nas bez reszty wizja serwowana przez Grzędowicza, a akcja dzieje się tak dynamicznie, że nie zastanawiamy się nad większością futurystycznej terminologii. Ot, jest ona miłym i dziwacznym dodatkiem zapewniającym spójną całość fabularną.

„Hel-3” mnie zaskoczył. Spodziewałam się czegoś lekkiego w stylu space opery, a dostałam kawał solidnej akcji ze sporą ilością drastycznych scen! Ogromnie podobały mi się także te surrealistyczne momenty, w których Norbert zaczynał rozumieć, że żyje w naprawdę dziwnym świecie. Książka obowiązkowa dla fanów autora, mocnej sensacji osadzonej w niedalekiej przyszłości oraz czytelników szukających trafnie postawionej hipotezy dla przyszłości naszego gatunku.

P.S.

W scenie z małpką spodziewałam się jeszcze większego „okrucieństwa”, ale to była dobra decyzja.

P.S. 2

Chyba zrobię sobie torbę „BiS”.

© Żukoteka - recenzje książek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci